Podatnicy mogą przechodzić na metodę kasową na początku każdego kwartału. Pierwsza tura skorzystała z tego w październiku. Wtedy właśnie zaczęło obowiązywać prawo, którego głównym celem jest walka z zatorami płatniczymi. Adresatem nowych przepisów są tzw. mali podatnicy, czyli tacy, u których wartość sprzedaży nie przekroczyła 800 tys. euro w ciągu roku podatkowego. Dla niektórych podmiotów - jak domy maklerskie czy firmy zarządzające funduszami inwestycyjnymi - próg jest niższy, bo wynosi 30 tys. euro.

Zdaniem ekspertów, dane przedstawione przez resort częściowo pokazują skalę nierzetelności w polskim obrocie gospodarczym. Częściowo, bo problem zatorów dotyczy z pewnością więcej niż 15 tys. firm. - Jeśli ktoś przechodzi na rozliczenie kasowe, to daje wyraźny sygnał, że ma nieuregulowane płatności od odbiorców. Te dane wskazują na to, że w kraju mamy co najmniej 15 tys. pokrzywdzonych przedsiębiorstw. I to tych najmniejszych - mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Według niego, może się okazać, że po 1 stycznia będzie znacznie więcej podmiotów, które będą chciały płacić podatek dopiero po otrzymaniu pieniędzy od kontrahentów. - Przedsiębiorcy stosunkowo późno reagują na nowości, bo jest ich za dużo. Prawo zmienia się zbyt często - mówi ekspert PKPP.

Według Andrzeja Kinasta, prezesa Grant Thornton Polska, firm, które mogłyby skorzystać z kasowego VAT-u, może być ok. 400 tys. Jego zdaniem, na podstawie danych podanych przez resort można wnioskować, że zainteresowanie tą metodą na razie nie jest duże. - Wiemy, że były naciski ze strony dużych odbiorców, by mali dostawcy nie przechodzili na kasowy VAT. Wynika to z tego, że i oni nie mogliby rozliczyć podatku przed uiszczeniem zapłaty za towar - mówi prezes Kinast.