Piątek trzynastego nie mógł być pechowy dla żadnej grupy inwestorów. A to z tego powodu, iż na rynku niewiele się działo. Różnica między najwyższym a najniższym kursem dnia to zaledwie 13 pkt. Nie zachwyciły również obroty (8295 szt.). Spowodowało to, że sesja była, najogólniej mówiąc, nudna.

Sytuacja techniczna nie uległa zmianie. Kontrakty dalej znajdują się w trendzie spadkowym. Ostatnie dwa dni nieco lepszej koniunktury należy bowiem traktować tylko i wyłącznie w kategoriach lokalnego odbicia. Korekta ta była jednocześnie ruchem powrotnym do przełamanej w środę ponaddwumiesięcznej linii hossy. Jak słaba jest strona popytowa, najlepiej niech świadczy fakt, iż bykom w ramach tejże korekty nie udało się pokonać najbliższego oporu na 1206 pkt. W tej sytuacji może trochę dziwić dodatnia, siedmiopunktowa baza (fair value 1197 pkt.). Ten optymizm graczy wydaje się tym bardziej dziwny, że do wygaśnięcia "grudnia" pozostało już tylko 5 sesji, a najdalej we wtorek większość handlujących przeniesie się już na kolejną serię.

Najbliższe sesje powinny upłynąć pod znakiem dalszych spadków. W ostatnich dniach bowiem strona podażowa doprowadziła do wygenerowania kilku istotnych sygnałów sprzedaży. Najsilniejszym, a jednocześnie najmocniej przemawiającym do wyobraźni inwestorów, jest spadek wykresu poniżej dwumiesięcznej linii trendu wzrostowego. Następstwem tego będzie spadek do wsparcia na 1130 pkt. (dołek z listopada br.). Jego przełamanie otworzy zaś drogę ku październikowym minimom. Na razie taki scenariusz może wydawać się mało realny, w kontekście dyskontowania tzw. efektu stycznia. Jednak analiza wykresu tygodniowego nie pozostawia złudzeń, iż rozpoczęty w październiku impuls wzrostowy należy uznać za ostatecznie zakończony. Dwie spadające gwiazdy na poziomie oporu, jaki tworzy połowa czarnej świecy z czerwca br. (1255 pkt.), o tym właśnie świadczą.