Wielu inwestorów ma spory dylemat co do panującego trendu. Można przecież spojrzeć na rynek przez pryzmat ostatniego trendu wzrostowego i wtedy jego grudniowa korekta wydaje się jedynie "ząbkiem". Jednak równie dobrze można przecież zapytać, czy ostatnie wzrosty nie są przypadkiem kolejnym "odbiciem zdechłego kota" w trwającej od dwóch lat bessie? Argumentów na poparcie obu tych teorii każda ze stron ma ponad 20 tysięcy - przynajmniej na wykresie grudniowej serii kontraktów.

Z racji, że większość koncentruje się raczej na znacznie krótszych terminach, trzeba spróbować określić pozycję na przyszły tydzień. Pomocne może być porównanie zasięgu korekt, występujących po dwóch falach wzrostowych z październikowego dołka. Rozpoczęta na początku listopada zabrała jedynie 38,2% wzrostu. Kontynuacja minihossy była już nie tylko krótsza o ponad 60 pkt., ale także następująca po niej korekta zabrała już prawie 61,8% tego ruchu.

Widać więc dość wyraźnie, że wzrosty były coraz słabsze, podobnie zresztą jak zasięg tegorocznego odbicia (jak do tej pory) wygląda mizernie w porównaniu z analogicznym ruchem w zeszłym roku. Wszystkie te (i nie tylko te) słabości nie wróżą w krótkim terminie nic dobrego. Fakt, że korekta została w tym tygodniu wyhamowana, bardziej wynika z wyprzedania rynku, niż z jakichkolwiek innych czynników.

Mimo wszystko wydaje się, że rynek na jakiś czas znalazł poziom równowagi i przedświąteczny okres najlepiej spędzić na kupowaniu prezentów niż na poddawaniu się skrajnym nastrojom po każdym ruchu +/- 30 pkt. Choć to bardzo nielubiana prognoza, dalej oczekiwałbym na obecnych poziomach stabilizacji, do czasu pojawienia się nowych istotnych informacji. Byki liczą na cud po Kopenhadze, niedźwiedzie na nadchodzące ostrzeżenia amerykańskich gigantów.