W okresie kryzysu energetycznego cena energii elektrycznej przekroczyła w Kalifornii poziom 300 USD za megawatogodzinę, co stanowiło 10-krotność normalnej ceny rynkowej. W 2000 r. stan zapłacił za elektryczność astronomiczną sumę 27 mld USD, ustanawiając historyczny rekord. Śledztwo prowadzone na różnych szczeblach ujawniło, że hurtowi dostawcy energii stosowali nieuczciwe metody w okresie zwiększonego zapotrzebowania na prąd, windując w górę ceny. Mechanizmy manipulacji energią otrzymały nawet w wewnętrznym żargonie energetyków tak wdzięczne nazwy, jak "Gruby Chłopiec", "Rikoszet" czy "Gwiazda Śmierci". W wyniku kryzysu zbankrutowało kilku detalicznych dostawców prądu, którzy musieli płacić hurtownikom zawyżone ceny, a od konsumentów mogli pobierać jedynie opłaty w cenach regulowanych.
Na kryzys energetyczny w Kalifornii złożyło się kilka czynników - fala upałów, która zwiększyła zapotrzebowanie na prąd do klimatyzatorów, remont kilku elektrowni oraz susza, która spowodowała obniżenie poziomu wody w zbiornikach hydroelektrowni.
Według Bruce'a Birchmana, sędziego administracyjnego przy Federalnej Komisji Regulacji Rynku Energetycznego (FERC), Kalifornia wciąż zalega ze spłatą dostawcom energii ok. 3 mld USD. Po odjęciu 1,8 mld USD sztucznie zawyżonych kosztów, stan będzie musiał znaleźć jeszcze ponad miliard dolarów, aby zaspokoić roszczenia energetycznych hurtowników. Na liście dostawców znajdują się spółki dobrze znane z ostatnich miesięcy: Enron Corp., Dynegy, Mirant, Duke Energy czy Reliant Energy.
Kalifornia domaga się zwrotu prawie 9 mld USD przepłaconych w okresie kryzysu. Już dziś wiadomo, że nie uda się jej odzyskać całej kwoty. Przed ogłoszeniem werdyktu władze stanu liczyły, że sędzia FERC oceni rozmiary manipulacji na co najmniej 4 mld USD.