Pierwsza sesja w tym tygodniu nie przyniosła rozstrzygnięcia, która ze stron obrotu zdominuje najbliższe sesje. WIG20 od kilku sesji stoi w miejscu. W krótkim terminie najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie równowagi (trendu bocznego). Świadczy o tym kilka argumentów. Zacznijmy od tych, które sugerują słabość popytu. Po pierwsze, indeks przełamał krótkoterminową średnią kroczącą, znajdującą się obecnie na poziomie 1210 pkt. Przebiega ona raptem kilka punktów powyżej poniedziałkowego zamknięcia, zatem nawet niewielka zwyżka podważy ten argument. Drugi argument jest o wiele poważniejszy. WIG20 pokonał linię trendu wzrostowego zapoczątkowanego przed dwoma miesiącami. Oznacza to, że skończyła się kilkutygodniowa zwyżka . Podstawowe oscylatory nie zachęcają do posiadania akcji spółek o największej kapitalizacji. Na niekorzyść podaży również łatwo znaleźć argumenty.
Ultimate znajduje się na poziomie analogicznym jak na początku listopada, kiedy popyt dźwignął WIG20 w kolejnej fali wzrostowej o 120 punktów. Dwie średnie kroczące (średnioterminowa i długoterminowa) mają się całkiem dobrze i sugerują, że co najmniej w trzymiesięcznym terminie nie należy oczekiwać spadków.
W sumie argumenty te neutralizują się i oczekiwać należy kolejnego horyzontu na giełdzie warszawskiej. Taki stan nie byłby korzystny ani dla posiadaczy akcji, ani posiadaczy gotówki. Jest on jednak naturalną fazą rynku.
Na razie grudzień nie jest łaskawy dla popytu. Kilkuprocentowa strata od początku tego miesiąca wskazuje, że złudne mogą być oczekiwania inwestorów na ziszczenie się tzw. efektu stycznia. Gdyby założyć, że popyt będzie chciał wypełnić wieloletni wzorzec dodatnich stóp zwrotu w ostatnim miesiącu, to kluczowym poziomem, od którego warto przyłączyć się do fali wzrostowej, okazuje się 1280 pkt. Pokonanie długoterminowej linii trendu spadkowego zachęci inwestorów unikających nadmiernego ryzyka do kupowania akcji krajowych blue chipów. Na razie nie oczekujmy eksplozji wzrostów.