W poniedziałek japoński Nikkei 225 spadł po raz dziewiąty z rzędu. Dynamika tych spadków nie jest imponująca - wartość indeksu obniżyła się niecałe 9%. Na wykresie Nikkei, po nieudanym wybiciu w górę, trwa średnioterminowy trend boczny. Celem niedźwiedzi w tej fali spadkowej jest osiągnięcie dolnego ograniczenia tej tendencji, znajdującej się na poziomie 8,3 tys. punktów. To zarazem najniższa wartość indeksu od ponad 19 lat.

Podaż przeważa także na amerykańskich rynkach akcji. Na zamknięcie piątkowej sesji indeks S&P 500 miał najniższą wartość od miesiąca (889,5 pkt.). Ponieważ w tych okolicach popyt może być nieco aktywniejszy, oczekuję lokalnej korekty. Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się od wzrostów - dotarcie indeksu do 900 punktów w mojej opinii tę lokalną korektę wyczerpuje. To byłoby zgodne ze scenariuszem zakładającym, że ruch wzrostowy w ramach średnioterminowego trendu bocznego już zakończył się. Od początku grudnia tendencja ma kierunek spadkowy, a celem dla niedźwiedzi jest 800 punktów. Po drodze do tej wartości istotnym wsparciem jest 876 pkt. Zamknięcie ponad lokalnym szczytem z zeszłego tygodnia (905 pkt.) będzie równoznaczne z odłożeniem opisywanego scenariusza w czasie. W takim wypadku S&P 500 ponownie wzrastać będzie do 960 punktów. Przekroczenie tej wartości wydaje się w najbliższym czasie mało prawdopodobne.

Podobne wnioski płyną z analizy indeksu Nasdaq Composite - nic na razie nie wskazuje na to, żeby poniedziałkowy wzrost miał być czymś więcej niż tylko lokalną korektą. Chyba że wartość indeksu na zamknięcie sesji przekroczy 1400 pkt. Wtedy pojawi się szansa na ponowne zbliżenie do 1500 pkt.

Pierwszym europejskim indeksem, który dał sygnał do powrotu do bessy, jest FT-SE 100. Już w zeszłym tygodniu wartość indeksu spadła poniżej dołka z przełomu października i listopada, będącego ostatnim wsparciem przed 6-letnim minimum (3671 pkt.). Ponad analogicznymi wsparciami wciąż jeszcze utrzymują się indeksy DAX (3000 pkt.) i CAC-40 (2965 pkt.)