Ostatnie sesje nie wniosły na rynek nic nowego. Większe obroty były chyba na rynku karpi niż kontraktów. Kręcimy się dalej w okolicach 1200 pkt. i próżno szukać wskazówek co do dalszego trendu. Wskaźniki zachowują się neutralnie, kurs kontraktów tańczy na średniej kroczącej i skutecznie zmniejsza jej wiarygodność. Wyznaczenie poziomów oporu bądź wsparcia nie musi wcale przynieść sukcesu. Za najbliższą barierę dla popytu uznać należy okolice 1223 pkt., zaś pierwszym wsparciem tradycyjnie jest ostatnie minimum 1184 pkt. Trudno jednak uznawać te poziomy za kluczowe dla dalszej koniunktury.

Zapewne pozostaniemy w stabilizacji, a brak informacji z rodzimego parkietu zmusi nas do naśladowania Zachodu. Wprawdzie na środowej sesji inwestorzy poznają decyzję RPP, oraz dość istotne dane o polskiej dynamice produkcji przemysłowej. Po pierwsze, decyzja Rady nie może być inna jak brak obniżki, a dane o produkcji podane zostaną pod koniec sesji i ewentualny ich wpływ zobaczymy dopiero w czwartek. Paradoksalnie, większe znaczenie może mieć dla nas poranna publikacja niemieckiego wskaźnika Ifo, który zapewne po raz kolejny zdemaskuje słabość tamtejszej gospodarki.

U nas warto wspomnieć o opublikowanym już wskaźniku koniunktury bankowej Pengab. Spadł 4. raz z rzędu, ustanawiając najgorszy wynik w tym roku i drugi najgorszy w kolejności w historii dziesięcioletnich badań. Najciekawsza jest jednak prognoza sytuacji ekonomicznej (spory spadek), w połączeniu z prognozami wzrostu popytu na akcje (rekordowy w tym roku optymizm). W obu przypadkach analogiczna sytuacja miała miejsce jedynie na początku roku, gdy rozpoczynaliśmy spadki. Dodając do tego równie duży optymizm pokazywany przez amerykański Investor's Intelligence, nie widać na horyzoncie nic więcej poza "horyzontem".