Muehlemann został mianowany dyrektorem generalnym Credit Suisse w 1997 r. Wraz z objęciem tej pozycji wprowadził strategię zakładającą wejście banku na rynek ubezpieczeń oraz w sektor bankowości inwestycyjnej. Jak twierdzą eksperci, był to początek katastrofy, jaka spotkała spółkę w ostatnim kwartale, w postaci największej w historii straty 1,5 mld USD. - Dla sporej grupy jest on źródłem wszelkich kłopotów spółki. Jego odejście jest dobrym rozwiązaniem - twierdzi Michel Auch z banku Ferrier Lullin & Cie.

Ustępujący dyrektor osobiście zrezygnował z należnej mu odprawy. Odmówił jednak podania do publicznej wiadomości informacji na temat swojego wynagrodzenia. Jego dotychczasowe dochody, wartość środków zgromadzonych w funduszu emerytalnym oraz posiadane opcje menedżerskie będą jednak musiały być opublikowane w tegorocznym sprawozdaniu finansowym grupy Credit Suisse. Wynika to z presji wobec szwajcarskich spółek, jaka powstała po wypłaceniu przez ABB 233 mln franków na fundusz emerytalny byłego dyrektora generalnego Percy Barnevika. Giełda w Zurychu ustanowiła w kwietniu br. zasadę, że każda notowana tam spółka będzie musiała umieszczać w swoich sprawozdaniach finansowych łączną sumę wynagrodzeń dla dyrekcji oraz pensję najlepiej opłacanego członka rady nadzorczej.

Na miejsce odchodzącego Muehlemanna jest dwóch kandydatów. Są to John Mack, szef jednostki inwestycyjnej Credit Suisse First Boston, oraz Oswald Grueber, dyrektor generalny części firmy zajmującej się ubezpieczeniami, obsługą najzamożniejszych klientów i bankowością detaliczną. Zmiana na stanowisku kierującego Credit Suisse ma nastąpić 1 stycznia 2003 r.

Akcje Credit Suisse potaniały w tym roku w Zurychu już o 55%. Jest to trzeci najgorszy wynik wśród 72 europejskich banków.