Rząd w Tokio stoi przed poważnym dylematem. Z jednej strony, musi pobudzić aktywność w gospodarce, aby zapobiec kolejnej, już czwartej w ciągu dziesięciu lat recesji, z drugiej zaś - nie może dopuścić do nadmiernego wzrostu zadłużenia publicznego.
W nadchodzącym roku finansowym, który rozpocznie się 1 kwietnia, najwyraźniej postawiono na ograniczenie długu. W projekcie budżetu założono bowiem zamrożenie większości wydatków. W stosunku do poziomu spodziewanego w roku bieżącym mają one wzrosnąć zaledwie o 0,1%, do 47,6 bln jenów (397 mld USD). W kwocie tej nie uwzględniono kosztów obsługi zadłużenia oraz subwencji dla władz lokalnych.
Szczególnie bolesny dla gospodarki będzie spadek wydatków na roboty publiczne o 3,7%, do 8,91 bln jenów. Odbije się on na sytuacji czołowych firm budowlanych oraz nasili bezrobocie. Nakłady na oświatę zmaleją o 4,1%, a pomoc zagraniczna o 5,8%.
W japońskich kołach gospodarczych, a także w partii rządzącej, nasila się krytyka polityki ekonomicznej. Przedsiębiorcy i politycy domagają się odłożenia redukcji długu publicznego oraz wzrostu wydatków, które zwiększyłyby zatrudnienie, wspomogły japońskie firmy oraz zahamowały trwającą od czterech lat deflację.
Trudną sytuację ekonomiczną potwierdza zresztą rządowa prognoza. Stwierdzono w niej, że w przyszłym roku finansowym wzrost gospodarczy wyniesie zapewne 0,6%, wobec 0,9% spodziewanego w roku bieżącym. Bezrobocie ma osiągnąć rekordowy poziom 5,6%, a ceny detaliczne spadną o 0,4%.