"tracą" na wartości, choć oficjalnie rynki straszy się czym inny, ale o tym
nieco niżej. Trzeci to oczywiście niepewność i zagrożenia związane z
Irakiem.
Perspektywa wojny jest także jednym z czynników (także strajki w Wenezueli)
powrotu cen ropy na wrześniowe szczyty. ROPA.gif Jak na razie właśnie tutaj
wzrost został zatrzymany, ale warto patrzeć na ten rynek. Wyjście cen ropy
powyżej ostatnich maksów powinno mocno przestraszyć giełdowych inwestorów.
Zanegowaniem mocno byczego wykresu byłoby najpierw zamknięcie
zeszłotygodniowej luki bessy, a później spadek poniżej 25$. Taki scenariusz
wydaje się w krótkim terminie wręcz nierealny. Jedyna możliwość to chyba
ustąpienie Saddama, lub jakiś błyskawiczny i zwycięski szturm na Bagdad.
Niektórzy analitycy liczą na powtórkę z poprzedniej wojny z Irakiem, gdy
zaatakowanie Iraku przez Amerykanów przełożyło się natychmiast na drastyczny
spadek zarówno cen ropy, jak i złota. Moim zdaniem to błędne założenie, a
różnic między zbliżającymi się atakami nie sposób zliczyć. Poprzedni atak na
Irak poprzedziło zajęcie Kuwejtu pół roku wcześniej i w tym czasie ceny ropy
zostały już dość mocno wywindowane. Amerykańskie działania nie były wtedy
atakiem na Saddama, ale obroną Kuwejtu. Wydaje się, że to drugie zadanie
jest zdecydowanie łatwiejsze - obalenie Saddama na pewno nie potrwa
kilkanaście dni. Dość istotną różnicą jest też zagrożenie terroryzmem. Nie
pamiętam, by ktokolwiek mówibez zgody ONZ, to podobnie jak większość analityków widzi przyszły
rok "rynkiem byka", to nie strasząc nikogo ja bym spodziewał się "roku terro
ryzmu".
Wtedy najprawdopodobniej skończyłaby się już dyskusja na temat "deflacja czy
inflacja" ? Swoją drogą coraz bardziej wydaje mi się, że jest to
charakterystyczne dla USA "zaniżanie prognoz". Tak samo jak cieszą się z
lepszych od prognoz wyników, tak może jest to przygotowanie rynku na
nadchodzącą inflację ? Przecież wszyscy wiedzą, że deflacja byłaby dla rynku
katastrofą. Inflacja zamiast negatywnym czynnikiem, może okazać się powodem
do wzrostów indeksów (sic), tym bardziej, że będzie odbierana jako objaw
ożywienia. Na razie zachowanie cen ropy i złota będzie najlepszą wskazówką
tych rynkowych sporów. Póki co szala przechyla się na inflację. Zresztą
straszy także choćby indeks CRB.gif Inflację napędzać będzie także słabnący
dolar. Tutaj również analiza techniczna dość wyraźnie pokazuje przyszłe
trendy. Eurodolar.gif Teraz trzeba to wszystko połączyć w jedno i dodać do
tego odpływ kapitałów z USA do Europy. Zarówno dane amerykańskiego
Departamentu Skarbu, jak i ECB pokazują wyraźny przepływ kapitałów właśnie
do Europy. Przewartościowane amerykańskich akcji także będzie temu sprzyjać.
Co nam wychodzi ? Jeśli nie mylę się i w przyszłym roku faktycznie powróci
inflacja, to FED nie będzie miał wyjścia i musi rozpocząć ... podnoszenie
stóp procentowych. Przy odpływającym kapitale i takich stopach procentowych
może być zdecydowanie za mało chętnych na finansowania coraz większego
amerykańskiego deficytu. Bardzo kosztowna wojna z Irakiem i zapowiadane na
przyszły rok przedwyborcze kiełbasy (podatki, pakiet stymulujący gospodarkę)
mogą okazać się zbyt trudnymi do sfinansowania pozycjami budżetu.
Po co to piszę ? By pokazać jak duże znaczenie dla całej gospodarki i dla
przyszłorocznego zachowania indeksów giełdowych (amerykańskich, czyli także
niestety światowych) ma wojna z Irakiem. Nie tylko jej skutki, ale też czas
jej trwania i wydarzenia z tym związane będą mieć ogromny wpływ na
amerykańską gospodarkę. Przykuci do telewizora i przestraszeni konsumenci
na pewno nie będą nakręcać koniunktury. Oczywiście, że zrobi to za nich
wojna, ale ożywienie nie przekłada się na zyski większości spółek, czego kac
po wzrostach po 11 września chyba najlepszym przykładem. Pewnie w książkach
i tak zostanie napisane, że wojna spowodowała wzrosty. Pytanie tylko, czy
nie będzie to z 10-20% niższych niż dzisiaj poziomów ?. Jak na razie
pozostaje sporo niepewności wokół Iraku i w najbliższych tygodniach właśnie
ten temat determinować będzie zachowanie indeksów. A co na razie na
wykresach ?
Widać dwa scenariusze. Na początek ten pesymistyczny, bardziej preferowany,
ze względu na przewartościowanie rynku, rozczarowanie jakie przyniesie brak
zdyskontowanego przez giełdę ożywienia, oraz optymizm panujący na giełdowym
parkiecie wyrażany kilkoma niezależnymi wskaźnikami. Wszystko to
zapowiadałoby w przyszłym roku testowanie minimów całej bessy, najpóźniej w
wakacje. Jeśli chodzi o powody, to musiałbym tutaj przepisać większość
argumentów z ostatnich weekendowych, co na razie pominę. Obecnie rynek
amerykański jest już trochę wyprzedany, a wsparcia bardzo blisko, więc
trudno by rozpoczęła się zaraz spirala spadków. To perspektywa raczej na
miesiące, ale co się odwlecze... Drugi scenariusz, który z technicznego
obiektywizmu zmuszony jestem przytoczyć, to rysująca się na Dow.gif formacja
odwróconej głowy z ramionami, możliwość wybicia nad linię szyi podwójnego (a
może właśnie potrójnego ;-) dna na SP500.gif , czy też jeszcze mocniejsza
odwrócona RGR na Nasdaq.gif Nie byłoiedzą, że tylko raz w ostatnich 100 latach mieliśmy do
czynienia z czterema z rzędu spadkami indeksów (29-32). Tylko to znowu
argument z kategorii próśb i nadziei. Zresztą najlepiej porozmawiać na ten
temat z japońskimi inwestorami. Na Nikkei też nikt nie może do tej pory
uwierzyć w tyle lat bessy i recesji. Wszystko wskazuje, że amerykańskie
indeksy wykonały ostatnio falę wzrostową analogiczną właśnie do zachowania
Nikkei w 94 r., po której powinno nastąpić testowanie minimów bessy, a
dopiero po tym większa fala wzrostowa wynosząca nas ponad ostatnio
ustanowione maksy. Najpierw jednak kierunek - dno bessy.
Korelacja naszego rynku z amerykańskimi indeksami jest raz mniejsza, raz
większa, ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że trudno będzie spodziewać się
hossy w obliczu dalszej przeceny na światowych parkietach. W uświadomieniu
tego pomagał nam w tym tygodniu także niemiecki Dax, czy węgierski BUX. Ten
drugi indeks wyjaśnił w czwartek powody środowej masakry polskich akcji.
Równie dramatyczna przecena sugeruje, że sypiącym na naszym parkiecie był
któryś z zagranicznych funduszy skracający pozycję albo ze względu na koniec
roku, albo ze względu na zakończenie negocjacji z UE i brak hossy z tym
związanej (w obliczu przecen na świecie niemożliwej). Z kolei niemiecki
indeks oprócz dramatu w gospodarce musi zmagać się ze wsparciem w okolicach
3000 pkt. Zabawa z tym poziomem zdominowała zachowanie naszego rynku w
końcówce tygodnia. W piątek Dax skończył tydzień na tym poziomem, ale
wyglądało to raczej na podciągnięcie indeksu ze względu na wygasanie
kontraktów i opcji. Jak ważny był to poziom dla wielu instytucji można było
zobaczyć po ogromnym wzroście obrotów po dojściu indeksu do tego poziomu. W
nowym roku może już nie być takiej determinacji. Od razu zwracam uwagę, że
patrząc na wykresy, zarówno w przypadku Dax.gif jak i BUX.gif oba indeksy są
na granicy bardzo ważnego wsparcia. Na Nikkei.gif dokładnie to samo
Takich ważnych poziomów można znaleźć zdecydowanie więcej i nie dotyczą
tylko indeksów. Proszę spojrzeć choćby na TPSA.gif czy PKN.gif Nie muszę
chyba tłumaczyć, na jak ważnych poziomach znajdują się obecnie te spółki.
Zapewne wszyscy zakładają teraz, że nastąpi odbicie od tych poziomów.
Patrząc na same wykresy też bym tak powiedział, ale podglądając inne ważne
dla rynku spółki, widać że odbicie na nich pozostało w sferze marzeń.
PEKAO.gif KGHM.gif
To wzrośnie czy spadnie ? Są jakieś nadzieje na wzrost akcji ? Tak nadzieje
są, i to zdecydowanie za dużo. Pisałem na początku tygodnia o podanym
wskaźniku koniunktury bankowej Pengab. Jest to już 4 z rzędu spadek,
najgorszy wynik w tym roku i drugi w kolejności w historii dziesięcioletnich
badań, a w głównej mierze jest to wynik nie oceny bieżącej sytuacji, ale
prognoz na przyszłość. Co ciekawe bardzo spadł wskaźnik pokazujący prognozę
sytuacji ekonomicznej (analogiczne dane do początku zeszłego roku - później
były giełdowe spadki), a przy tym spadku (zysków itd. itp.) mają rosnąć
akcje (sic) - Saldo prognoz (nadziei) wzrosło do 26 pkt czyli do poziomu nie
notowanego od roku. Najwięcej do tej pory było 18 (styczeń - początek
spadków). W październiku było tylko 4. Obecny optymizm można porównać do
amerykańskiego Investor Intelligence. Od czasu publikacji wskaźnika
spadliśmy już parę procent i może bycze głowy nieco ochłonęły, ale w
powszechnym oczekiwaniu na hossę (niezależnie czy pod UE, czy pod OFE)
większych wzrostów być po prostu nie może.
Zastanawiałem się ostatnio, czy to zboczenie ze względu na przedłużającą się
bessę, czy też może bardziej realistyczne spojrzenie na perspektywy, ale jak
miałbym wypisać zagrożenia i m, a są tam m.in. "Nie" w unijnym referendum, seria
katastrof w światowej gospodarce, pogłębiający się kryzys w Niemczech, czy
lawina bankructw polskich przedsiębiorstw. Co do tego ostatniego, to w
ocenie wielu ekspertów taki właśnie będzie efekt wejścia nieprzygotowanej
polskiej gospodarki w unijne struktury.
Oj przesadziłem chyba trochę z dawką pesymizmu. Jednak długoterminowe
wykresy w pełni mnie usprawiedliwiają WIG20.gif WIG.gif Na wskaźnikach w
krótkim terminie trochę wykupienia, w średnim obraz dalej negatywny.
Stochastic.gif Ultimate.gif Price_ROC.gif oraz MACD.gif RSI.gif Trix.gif
Co na przyszły tydzień ? Święta i prognozowanie w tym okresie to sztuka dla
sztuki. Nie tylko dlatego, że niewielu z tego skorzysta, ale także dlatego,
że końcówka roku rządzi się zawsze swoimi prawami i nie zawsze musi to być
zgodne z logiką, czego piątkowa końcówka na naszym rynku jest chyba
najlepszym przykładem. Nawet nie próbuję strzelać co będziemy oglądać oprócz
przeciągających się stabilizacji. Z otwieraniem nowych pozycji lepiej
poczekać do nowego roku, a jeśli ktoś chce się męczyć z rynkiem, to trzeba
uważać na obu rynkach na wsparcie w okolicach 1140 pkt. Kontrakty.gif
Indeks.gif oraz na zagraniczne indeksy, z BUX.gif i Dax.gif na czele. Mimo
tych wszystkich długoterminowych nienajlepszych perspektyw, pod 1140 pkt.
zacząłbym polować na wzrosty wyprzedanego rynku. To teraz najważniejsze i
najmocniejsze wsparcie. Oporem na obu rynkach linie trendu spadkowego i
okolice 1184 pkt.
[email protected]