Amerykanie mocno trzymali się za portfele podczas tegorocznego sezonu świątecznych zakupów. Według Bank of Tokyo-Mitsubishi, obroty w amerykańskim handlu detalicznym wzrosły w listopadzie i grudniu w porównaniu z ubiegłym rokiem zaledwie o 1,5%. To najgorsze dane od początku badań rynku prowadzonych przez ten bank (1970 r.). W porównianiu z 2001 r. handlowcy mieli jednak w tym roku o 6 dni mniej między Świętem Dziękczynienia (ostatni czwartek listopada) a Bożym Narodzeniem. Według szacunków ShopperTrak, obroty handlu w sezonie obniżyły się aż o 11%, do 113 mld USD.
Nawet taki gigant jak Wal-Mart musiał obniżyć swoje prognozy sprzedaży w grudniu. Największa sieć handlowa na świecie szacuje, że wzrost obrotów w placówkach działających dłużej niż rok wyniesie w granicach 2-3% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Poprzednie szacunki przewidywały wzrost w granicach 3-5%. Ekonomistów niepokoją przede wszystkim kiepskie wyniki tanich sieci jak Wal-Mart, Target czy K-mart. Oznacza to bowiem, że Amerykanie zrezygnowali nawet z drobniejszych zakupów i zaczęli liczyć się z każdym wydanym centem. Wewnętrzny popyt kształtuje aż dwie trzecie PKB USA i gorsze wyniki grudniowej sprzedaży odbiją się na wyniku całej gospodarki w IV kwartale br.