Nadszedł koniec roku, czas wspomnień i refleksji, okres rozliczeń mijających 365 dni. Takiego podsumowania dokonała również Giełda Papierów Wartościowych. Zadecydowała, że po sesji 20 grudnia z WIRR zostanie usuniętych pięć spółek, między innymi Beef-San. Przyznam, że przyjąłem tę wiadomość z pewnym rozrzewnieniem. Spółka ta kilka miesięcy temu dość przypadkowo trafiła do obserwowanego przeze mnie portfela akcji, lecz od początku wzbudziła we mnie sympatię. Czemu? Jest to jedyna na naszym rynku firma, której kapitalizacja rynkowa potrafiła się zmieniać w tak dynamicznym tempie. W ciągu dwóch tygodni, tj. od połowy sierpnia do początku września, jej walory zyskały ok. 170%, by w ciągu kolejnych dwóch tygodni stracić ponad 40%. Przy czym zmiany te nie były płynne - z reguły następowały skokami po np. 33%. Była to spółka, której kapitalizację rynkową można było dowolnie ustalać w zależności od swojego humoru. Wystarczyło wyłożyć na rynek 25 zł, aby podbić kurs o 24%, czy też 12 zł, aby wywołać wzrost o kolejne 18%. W przypływie złego nastroju za 30 zł można było zmniejszyć wartość rynkową przedsiębiorstwa o 20%. Dane te obrazują następujący fakt: nierzadko od pewnego poziomu cenowego fundamenty spółki nie mają żadnego wpływu na jej wycenę giełdową. Ponadto, o ile na walorach bankrutujących spółek dość łatwo wywołać spekulacyjne wzrosty, to trudno potem jest je utrzymać.
Taka sztuczka na ogromną skalę udała się w USA w 1996 r., a przeprowadzona została na walorach firmy Comparator, na których doszło do szaleńczej, totalnie oderwanej od realiów jazdy w górę. Akcje tej spółki były notowane po kilka centów. Miało to uzasadnienie w fundamentach; straty tego producenta urządzeń identyfikujących odciski palców dziesięciokrotnie przekraczały wartość jego aktywów. Sytuacja trwała jednak tylko do chwili, gdy zwolennicy taktyki "pump and dump" (napompuj i wyrzuć) przystąpili do śrubowania kursu. Ich działania doprowadziły do sześćdziesięciokrotnego wzrostu cen walorów spółki. Co ciekawe, przy wciąż tej samej wartości aktywów (2 mln USD) kapitalizacja rynkowa Comparatora wyniosła 1 mld USD.
Jedną z metod oceny atrakcyjności inwestycyjnej jest opracowany przez Tobbina tak zwany współczynnik Q obrazujący relacje między kapitalizacją rynkową spółki a jej wartością odtworzeniową. Według tej teorii, w momencie gdy przekracza on 1 nie opłaca się kupować akcji na giełdzie. W przypadku Comparatora wartość ta została przekroczona wielokrotnie, ale nie powstrzymało to inwestorów od dołączenia do stadnego runu na akcje. To właśnie do tej spółki należy rekord jednodniowego wolumenu. Zainteresowanie było tak duże, że podczas jednej sesji właściciela zmieniło 177 mln akcji. Potem SEC wstrzymała obrót.
U nas inwestorom, na szczęście, zabrakło takiej determinacji. Kolejna bańka negatywnie wpłynęłaby na wizerunek rynku, a tak Beef-San pożegnał się z WIRR w dość ładnym jak na niego stylu (obrót 2,5 tys. zł). Pozostaje tylko pewien niesmak: czemu na GPW w ogóle jest możliwa sytuacja, w której za kilka złotych można kształtować ceny akcji? Miejmy nadzieję, że nowy rok przyniesie większą płynność, a sytuacje takie nie będą się powtarzać. No, chyba że akcje wszystkich spółek będą zachowywać się jak udziały Comparatora. Byleby potem jakiś Śnięty Mikołaj je od nas odkupił...