Reklama

Kultowy dom maklerski

Początki działania Domu Maklerskiego BOŚ. W niewielkiej - przypominającej kinową - sali inwestorzy z niecierpliwością oczekują na rozpoczęcie dogrywek. Niestety, psuje się komputer. Na szczęście bardzo szybko udaje się go podmienić sprzętem jednego z informatyków. Na ekranie zamiast notowań pojawia się ponętna blondynka. Inwestorzy w śmiech.

Publikacja: 31.12.2002 09:09

- Od tego czasu wiadomo, dlaczego tyle ludzi do nas przychodzi - Przemysław Sobotowski, członek zarządu DM BOŚ, puentuje opowiedzianą przez siebie anegdotę. - Takie były wesołe początki - dodaje.

Żarty żartami, ale to raczej nie "ponętnej blondynce" Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska zawdzięcza wysoką pozycję na rynku i etykietę "kultowego domu maklerskiego".

Jak w pracy

- A co ci wczoraj mówiłem, jak wychodziliśmy z biura - inwestor złości się na jednego z kolegów. - Mówiłem, że jak Niemiec sięgnie 3066, to masz przyjść dziś i ładować całą kasę.

Określenia "przyjść do biura", "wyjść z biura" są w DM BOŚ na porządku dziennym. Wielu inwestorów traktuje go jako miejsce pracy. Przychodzą rano jak do biura, wypijają pierwszą kawę, przeglądają gazety.

Reklama
Reklama

- Posłuchajcie! "PSL chce zabrać bogatym. Około 1 mld złotych mogłaby dać budżetowi nowelizacja ustawy o podatku od firm, według której przedsiębiorstwa nie mogłyby zaliczać w koszty wysokich pensji swoich pracowników..." - inwestor czyta na głos fragment tekstu z PARKIETU.

- Jak to? Nie w koszty? To gdzie? - oburza się inny.

Wybucha gorąca dyskusja. Przerywa ją krótkie stwierdzenie: "ale grzeje" - wypowiedziane przez jednego z mężczyzn wpatrzonego w monitor z wykresami analizy technicznej. Teraz już wszyscy są zainteresowani tylko jednym - co się dzieje na kontraktach. Jeden z mężczyzn wchodzi do pokoju, w którym inwestorzy składają zlecenia.

Zarząd do usług

Początki działalności DM BOŚ sięgają 1995 roku. - To był bardzo trudny okres dla wycieńczonego głęboką bessą rynku - wspomina Radosław Olszewski, prezes DM BOŚ.

- Zaczynaliśmy w 17 osób. Na początku nawet członkowie zarządu zajmowali się bezpośrednią obsługą klientów - mówi Przemysław Sobotowski, który z prezesem Olszewskim pracuje tu od początku. Założyciele DM BOŚ wyszli z biura maklerskiego Polskiego Banku Rozwoju, też bardzo sprawnego w obsłudze klientów instytucjonalnych i najaktywniejszych indywidualnych. - Pracowaliśmy jako maklerzy. Mieliśmy kontakt z klientami i czuliśmy ich potrzeby - zaznacza Radosław Olszewski. To, że przez pierwsze dwa lata zarząd zajmował się obsługą inwestorów, okazało się plusem. Mógł bardzo szybko reagować zarówno na potrzeby klientów, jak i pracowników.

Reklama
Reklama

W tamtych czasach w większości biur bankowych z bezpośredniego kontaktu klienta i maklera niewiele wynikało, bo przełożenie na decyzje dotyczące funkcjonowania placówki było znikome lub żadne.

- U nas od początku klient miał poczucie, że może wpływać na to, co się dzieje. To czasem są drobiazgi, np. dodatkowy monitor na sali. Jeżeli jest to załatwione od razu, to procentuje - podkreśla Przemysław Sobotowski.

Kuszenie na świadectwa

Pierwsze dni były ciężkie, ale po trzech miesiącach pojawiło się ożywienie i biuro zaczęło rosnąć. Po roku miało 3-proc. udział w rynku akcji.

- Dużo nam dały świadectwa udziałowe - wspomina P. Sobotowski. - Wprowadziliśmy ich bezpłatną dematerializację, za co zostaliśmy skarceni przez środowisko, ale - w ostrej walce o rynek - ten chwyt się opłacał.

Cześć inwestorów, którzy wtedy po raz pierwszy zapukali do drzwi "BOSia", została. Najaktywniejsi zajęli się grą na innych instrumentach.

Reklama
Reklama

Rodzinna atmosfera

W Punkcie Obsługi Klienta DM BOŚ przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie nawet w dni, gdy z rynku wieje nudą, jest tłoczno. W sali na piętrze każdego dnia kilku inwestorów wpatruje się w monitory. Inni przeglądają prasę. Jeszcze inni rozmawiają.

- Będzie rosło - zapewnia mężczyzna w skórzanej kurtce. Palcem wskazuje na wykres analizy technicznej.- Zobaczymy, zobaczymy... - odpowiada, widać nie do końca przekonany starszy pan w okularach.

Ponieważ sesja przebiega spokojnie, jest czas na posilenie się. Jeden z inwestorów wyjmuje z torby jogurt. Nalewa sobie kawę.

- Od początku staraliśmy się stworzyć rodzinną atmosferę, m.in. przez takie drobiazgi, jak kawa i herbata - mówi Przemysław Sobotowski.

Reklama
Reklama

- Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych zwróciło się kiedyś do nas z prośbą o wyznaczenie pracownika, który będzie odpowiadał na problemy zgłaszane przez klientów DM BOŚ do SII. Byliśmy bardzo zdziwieni. Nasza droga komunikacji z klientem jest taka, że klient przychodzi do nas i tu załatwia wszystkie sprawy, a nie musi szukać pomocy na zewnątrz - zapewnia Michał Wojciechowski, doradca zarządu ds. usług internetowych.

- Jeżeli są reklamacje, to załatwiamy je od ręki - zapewnia P. Sobotowski.

Kultowe biuro

- Jeśli w tych czasach chcesz zobaczyć inwestora "na żywo", idź do "BOSia" - śmieje się mój kolega, pracujący od kilku lat na rynku kapitałowym. - To kultowe biuro - dodaje.

Dlaczego "kultowe"? Prezes Radosław Olszewski zamyśla się na moment. - Udało nam się skupić najaktywniejszą część inwestorów - odpowiada po chwili. - Kiedyś inwestorzy spotykali się pod gmachem giełdy. Tam prowadzili dyskusje. Nam się udało ten ruch przenieść do domu maklerskiego.

Reklama
Reklama

Co to znaczy "udało się"?

- Staraliśmy się wyjść z ofertą, która byłaby konkurencyjna wobec działających już biur - tłumaczy prezes Olszewski. - Ten początkowy okres oceniamy jako duży sukces. Udało nam się skupić śmietankę inwestorów, stąd może określenie kultowe biuro maklerskie.

- Klucz do sukcesu to ludzie. Pasjonaci rynku. To dzięki ich zaangażowaniu, kreatywności i często niestandardowym pomysłom udało nam się osiągnąć sukces - dodaje Przemysław Sobotowski.

Na elitarny wizerunek DM BOŚ wpłynęło też to, że przez długi czas (lata hossy) obowiązywał wysoki limit - 50 tys. zł - dla otwarcia rachunku. Nie każdy mógł zostać klientem. - Stąd u wielu osób przekonanie, że tutaj przychodzi elita i poniekąd tak było - mówi Radosław Olszewski.

Sami klienci wymusili takie kroki. Biuro nie było w stanie obsłużyć wszystkich, więc musiało się skoncentrować na najaktywniejszych. Liczyła się jakość, a nie ilość. To się przez kilka lat hossy opłaciło. Dziś dla TOP-klientów wydzielono specjalną komórkę. W budynku przy ul. Skorupki w kameralnie urządzonych pokojach mogą skorzystać z porady maklera.

Reklama
Reklama

DM BOŚ nigdy nie przodował pod względem liczby prowadzonych rachunków. Przed połączeniem z maklerską częścią Elimaru miał ok. 4,5 tys. rachunków. Dziś - 12 tysięcy.

Pierwsi lub lepsi

- Byliśmy autorami pierwszych rozwiązań, które potem przyjął rynek - tak sukcesy "BOSia" tłumaczy Przemysław Sobotowski.

Tutaj był pierwszy rzutnik - na dogrywkach wyświetlano notowania "wklepywane" ręcznie przez bardzo sprawną asystentkę.

- Paweł zasłynął jako osoba najszybciej biegająca z kartami w czasie dogrywek. W tamtych czasach ta szybkość miała istotne znaczenie - wspominają koledzy.

- Wtedy wszyscy biegali - odpowiada skromnie Paweł Kolek. - Nawet prezesi. Dogrywka to był najistotniejszy punkt dnia. Całe napięcie było skierowane na tę jedną godzinę.

Również DM BOŚ jako pierwszy wprowadził kredyt, który dziś jest standardem na rynku. Pozwala inwestorom swobodnie dysponować papierami.

- My również zorganizowaliśmy dla klientów codzienne spotkania z analitykiem. Na początku odbywały się codziennie po sesji. Analityk omawiał dzień. Teraz takie spotkania odbywają się dwa razy dziennie - mówi Przemysław Sobotowski.

- Zawsze staraliśmy się być aktywnym maklerem: wskazać klientowi rzeczy oczywiste i chronić przed błędami - uzupełnia Michał Wojciechowski.

DM BOŚ był w grupie biur, które jako pierwsze zaoferowały kontrakty terminowe. Włożył dużo wysiłku w promowanie tego instrumentu. Organizował spotkania dla klientów. Dziś jest liderem pod- Jeżeli nie udaje nam się być pierwszym, to staramy się być lepsi - zapewnia prezes Olszewski.

W sieci

DM BOŚ zdecydowanie dzierży palmę pierwszeństwa w działalności w internecie. W 1996 r. jako jeden z pierwszych umożliwił klientom składanie zleceń przez sieć. Założona w 2000 r. nowa aplikacja przyniosła gwałtowny skok prowizji z internetu.

- W ubiegłym roku jako jedno z nielicznych biur zanotowaliśmy dość duży przyrost liczby otwieranych rachunków. Właśnie dzięki internetowi - zaznacza Radosław Olszewski.

- Wygrywamy rozbudowanym serwisem i dużą liczbą opcji, z których mogą skorzystać inwestorzy - twierdzi Michał Wojciechowski.

Da się zaobserwować, że klient przechodzący z tradycyjnej obsługi zwiększa swoją aktywność nawet dwukrotnie.

- Inwestor, który gra tylko przez telefon, zawsze pozostanie krok za rynkiem - przestrzega Paweł Kolek.

W ubiegłym roku na GPW 25% zleceń internetowych złożonych na rynku kontraktów pochodziło z DM BOŚ.

Dzięki usługom internetowym inwestor nie musi się ruszać z domu. Nawet umowę z DM może podpisać wysyłając ją pocztą. Gdy upowszechni się podpis elektroniczny, będzie jeszcze łatwiej.

Czy wtedy w POK-u DM BOŚ zrobi się pusto?

- Jest pewna grupa klientów, która będzie zawsze przychodziła. Nawet jeśli grają przez internet, to do biura przychodzą, żeby porozmawiać. Tutaj mogą poczuć atmosferę rynku - zapewnia prezes Olszewski.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama