Ostatnia sesja 2002 roku przebiegała, czego należało się spodziewać, w spokojnej atmosferze. W gruncie rzeczy nawet trudno tu mówić o sesji. Widać było wyraźnie, że to nie notowania i zawiłości rynku finansowego, lecz sylwestrowe bale zaprzątały umysły graczy.

Przebieg sesji dość dokładnie oddaje ducha całego roku. Był to bowiem rok zmniejszającej się stale zmienności. Sesje, gdzie rozpiętość notowań przekroczyła 40 pkt., były zdecydowanymi wyjątkami. W pewnym sensie trudno się temu dziwić. W końcu obecny rok poprzedziły mocne spadki. Nie można się przecież spodziewać, że licząc punktowo zmienność pozostanie na stałym poziomie. Niemniej martwi fakt, że spadek zmienności sprawił, że o zyski jest już znacznie trudniej. Trudniej, gdyż za spadkiem zmienności nie poszedł równie mocny spadek prowizji. Koszty pośrednika wzrosły i sprawiły, że operowanie na naszym rynku stało się znacznie droższe.

Na szczęście rok 2002 to także rok otwarcia rynków światowych dla polskich inwestorów. Liberalizacja przepływów sprawiła, że obecnie już bez specjalnych pozwoleń każdy z nas może zmienić przedmiot swoich zainteresowań. Nie jesteśmy już zatem zdani jedynie na humory naszego rynku. Gdy tendencja spadku zmienności jeszcze się pogłębi, należy oczekiwać powolnej zmiany zainteresowania graczy inwestycjami w kierunku tych zagranicznych.

Wracając do samej sesji. Fakt małej zmienności oraz śladowych wręcz obrotów sprawił, że sylwestrowej sesji nie należy brać zbyt poważnie. Właściwie można stwierdzić, że zasadność jej odbycia stoi pod znakiem zapytania. Pod względem analizy technicznej, siłą rzeczy, nic nowego się nie wydarzyło. Na uwagę zasługuje jedynie skok obrotów na rynku kasowym w ostatnich minutach handlu. Nie należy jednak z tym wiązać zbyt dużych nadziei - końcówka roku ma swoje prawa.