Przed sądem w Paryżu zaczął się w poniedziałek proces znanych osobistości francuskiego świata finansów, wśród których jest prezes Banku Francji Jean--Claude Trichet. Postawione mu zarzuty dotyczą jego działalności w latach 1992-1993, gdy kierując departamentem skarbu przyczynił się do powstania oraz rozpowszechniania nieprawdziwych raportów przez należący wówczas do państwa bank Credit Lyonnais.
Przed sądem odpowiadają również: były funkcjonariusz departamentu skarbu Jean-Pascal Beaufret, ówczesny prezes Credit Lyonnais Jean-Yves Haberer, dyrektorzy generalni tego banku Bernard Thiolon i Francois Gille oraz poprzedni prezes banku centralnego Jacques de Larosiere.
Jeżeli podczas rozprawy, która ma potrwać do 12 lutego, sąd udowodni Trichetowi winę, grozi mu do pięciu lat więzienia oraz grzywna do 375 tys. euro. Szef Banku Francji odrzuca oskarżenia i odmawia jakichkolwiek wywiadów.
Proces wzbudza szczególne zainteresowanie, gdyż - zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami - Trichet ma objąć w lipcu br. stanowisko prezesa Europejskiego Banku Centralnego, zastępując Wima Duisenberga. Ze względu na rangę instytucji, zwłaszcza w szczególnie trudnej sytuacji ekonomicznej, funkcja ta ma bardzo duże znaczenie dla gospodarki strefy euro. Dlatego ewentualny wyrok skazujący, a nawet jakiekolwiek dwuznaczności w postępowaniu Tricheta, mogą uniemożliwić mu objęcie stanowiska szefa EBC.
W takim wypadku Wim Duisenberg kierowałby tą instytucja do momentu mianowania następcy. Musi nim być Francuz, a tymczasem - zdaniem inwestorów - trudno byłoby teraz znaleźć odpowiedniego kandydata na miejsce Tricheta. Stosunkowo najlepszy byłby wiceprezes EBC Christian Noyer, ale pracuje on nad usprawnieniem działalności francuskiego ministerstwa finansów, a ponadto nie jest na tyle popularny w międzynarodowych kołach finansowych, aby piastować tak eksponowane stanowisko.