Reklama

Stymulacja bez gwarancji

Aż 674 mld USD mają oszczędzić na podatkach mieszkańcy Stanów Zjednoczonych w ciągu najbliższych 10 lat, jeśli wejdzie w życie nowy pakiet stymulacyjny, zaproponowany przez prezydenta George'a W. Busha. Nie wiadomo jednak, czy kuracja przyniesie skutki, a bez ożywienia największej globalnej gospodarki nie ma co liczyć na szybszy wzrost również w innych częściach świata.

Publikacja: 09.01.2003 08:45

"Wzrost i miejsca pracy" - to hasło, jakie przyświecało prezydentowi USA podczas przemówienia w Klubie Ekonomicznym w Chicago. Program ma pobudzić wydatki na rynku wewnętrznym, promować inwestycje giełdowe i przyczynić się do utworzenia nowych miejsc pracy. Jeśli obecne posunięcia Busha nie przyniosą efektu, wówczas gospodarka amerykańska może stanąć przed poważnym problemem. Seryjne obniżanie przez Fed stóp procentowych na razie nie przyniosło efektu w postaci szybkiego ożywienia, więc umiejętna polityka fiskalna wydaje się dla Białego Domu "ostatnią deską ratunku".

Niższe progi

Plan prezydenta Busha przewiduje szybsze obniżanie progów podatkowych w porównaniu z poprzednim planem redukcji obciążeń fiskalnych, przegłosowanym na początku kadencji obecnego prezydenta. I tak dzisiejszy 27-proc. próg podatkowy zostałby obniżony do 25%, 30-proc. - do 28%, 35-proc. - do 33%, a najwyższy 38,6-proc. - do 35%. Zwiększeniu miałyby ulec także ulgi prorodzinne - kredyt podatkowy na dziecko i tzw. kara małżeńska, czyli wysokość standardowych odpisów od podstawy opodatkowania. Reforma miałaby obowiązywać z mocą wsteczną - od 1 stycznia 2003 r. Prezydent chce także przedłużyć zasiłki dla bezrobotnych i utworzyć specjalne konta, z których opłacane byłyby wydatki osób poszukających pracy. Zwiększone zostałyby także jednorazowe odpisy podatkowe dla drobnych biznesów.

Likwidacja podatku

od dywidend

Reklama
Reklama

Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem pakietu stymulacyjnego posypały się słowa krytyki. Suchej nitki na Bushu nie pozostawili demokraci, którzy okazali się o wiele ostrożniejsi w szafowaniu ulgami. Ich konkurencyjna propozycja opiewa na sumę czterokrotnie niższą od planu prezydenta.

Największe kontrowersje w pakiecie stymulacyjnym budzi propozycja likwidacji podatku od dywidend giełdowych. Pierwsze propozycje prezydenta zakładały bowiem tylko częściowe obniżenie tego podatku, po to aby zachęcić większą liczbę ludzi do powrotu do inwestycji giełdowych. Teraz mowa jest o jego całkowitym zniesieniu. Dzięki rezygnacji z 364 mld USD w ciągu 10 lat, administracja spodziewa się szybkiego wzrostu cen akcji nawet o 10%.

Likwidacja podatku od dywidend jest postrzegana - nie bez racji - jako prezent tylko dla bogatszych Amerykanów. Co prawda, miliony ludzi mają dziś zainwestowane pieniądze na giełdzie, ale lwia część lokat drobniejszych inwestorów to najczęściej kapitał ulokowany na kontach emerytalnych za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Te pieniądze i tak rosną z odroczeniem podatkowym, więc proponowane cięcia Busha nie dotyczą tej grupy inwestorów. Według urzędu podatkowego (IRS), tylko 26% podatników deklarowało dochód z dywidendy na swoich rozliczeniach podatkowych za 2000 r. (ostatnie dostępne dane). Z tej grupy ogromna większość podatników nie zapłaciła od dywidend więcej niż 50 USD podatku. Łączna suma dochodów Amerykanów wyniosła w 2002 r. ponad 9 bln USD. Dywidendy stanowiły zaledwie 440 mld USD, czyli niecałe pięć procent. Wpływ zniesienia tego podatku na wzrost gospodarki będzie przede wszystkim psychologiczny.

Dywidendy, jakie płaci obecnie Wall Street, są raczej symboliczne (średnio 1,7% dla korporacji wchodzących w skład indeksu S&P 500). Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie też namawiać dyrektorów spółek publicznych do sztucznego windowania dywidend. Spółki na Wall Street są dziś zadłużone po uszy i muszą na bieżąco obsługiwać zaciągnięte kredyty. Zwiększanie dywidend mogłoby się odbywać jedynie kosztem nakładów inwestycyjnych, a więc przyszłego rozwoju spółek giełdowych.Budżety stanowe mogą

zniwelować pakiet Busha

Dla przeciętnego podatnika propozycja Busha wydaje się niezwykle kusząca. Amerykanie mają jeszcze w tym roku otrzymać w prezencie od Wuja Sama średnio ponad 1000 USD w formie rabatów lub obniżonych podatków. W zamian za to mają powstać nowe miejsca pracy (według Białego Domu 2,1 mln) w ciągu najbliższych trzech lat. W sumie w rękach podatników w ciągu 16 miesięcy miało pozostać ponad 90 mld USD. Obliczenia te dotyczą jedynie podatków federalnych. Tymczasem największe napięcia przeżywają dziś budżety stanowe. Tylko w Nowym Jorku tegoroczny deficyt może zmieścić się w granicach 8-10 mld USD. Dziury trzeba będzie łatać przez zwiększanie podatków, co niemal całkowicie zniweluje dobroczynny wpływ pakietu Busha. Co się zaoszczędzi na podatku federalnym, trzeba będzie oddać lokalnym urzędom podatkowym. Propozycja prezydenta nie przewiduje także zwiększenia dotacji do budżetów stanowych, czego domagają się demokraci.

Reklama
Reklama

Deficyt może przekroczyć

300 mld USD

Ekonomiści zwracają uwagę także na inne niebezpieczeństwa związane z pakietem stymulacyjnym. Jeśli propozycja Busha zostałaby przyjęta w obecnej formie, to tegoroczny deficyt budżetowy mógłby przekroczyć nawet 300 mld USD. To więcej od największego w historii niedoboru w kasie federalnej (290 mld), jaki odnotowano w 1992 r. Pieniądze te trzeba będzie pożyczyć. W trudnych czasach tak się zwykle robi, ale ekonomiści niepokoją się, że rozmiary cięć podatkowych mogą przekroczyć masę krytyczną. Już dziś dług publiczny USA wynosi 6,3 bln USD.

Czy Kongres bezproblemowo

zatwierdzi pakiet?

W obu izbach amerykańskiego Kongresu większość ma partia Republikanów, z której wywodzi się prezydent. Wydaje się więc, że ogłoszone we wtorek plany redukcji podatków zostaną przez parlament zaaprobowanie bez problemu, choć np. w izbie wyższej - Senacie - Republikanie dysponują tylko 51 ze 100 miejsc. Jednak w USA nie brakuje głosów, że Biały Dom będzie miał problemy z przeforsowaniem pakietu. - Najwcześniej w marcu lub kwietniu możemy się spodziewać zgody Kongresu na nowe przepisy. Podejrzewam, że będą musiały nastąpić pewne zmiany w projekcie, by przekonać do nich Demokratów - twierdzi Charles Grassley, republikański przewodniczący senackiej komisji finansów.

Reklama
Reklama

Ogłoszenie nowego pakietu to już "czwarta runda" walki prezydenta Busha ze spowolnieniem gospodarczym przy wykorzystaniu polityki fiskalnej. W 2001 r. ogłosił plany obniżenie podatków aż o 1,35 bln USD w ciągu 10 lat, który jednak w takiej formie nie został wprowadzony w życie. Po zamachach terrorstycznych 11 września 2001 r. zdecydował się na uruchomienie wydatków nadzwyczajnych, by ratować niektóre branże, takie jak np. transport lotniczy. W tym samym czasie administracja próbowała też ożywić gospodarkę poprzez przyznawanie obywatelom rabatów podatkowych w wysokości 300 i 600 USD. Wprawdzie działania te pozwoliły Stanom poradzić sobie z recesją z 2001 r., ale nie udało się wyprowadzić na razie gospodarki na ścieżkę silnego wzrostu, podobnego jak w latach 90. Tymczasem od początku kadencji prezydenta Busha liczba miejsc pracy w USA zmniejszyła się o 1,5 miliona.

Indeks S&P 500 od początku kadencji prezydenta George`a W. BushaWtorkowa reakcja nowojorskich rynków na plan Busha nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, jakie nadzieje wiążą z nim inwestorzy. W ostatnich dniach bezpośrednią przesłanką dla podejmowania decyzji kupna akcji stał się pomysł zniesienia podatku od dywidend, co wzmogło popyt na walory spółek dzielących się zyskiem z akcjonariuszami. Wydaje się jednak, że w dłuższym terminie inwestorzy mogą mieć wątpliwości. Giełdy już nieraz w czasie trwającej bessy obdarzały kredytem zaufania kolejne pomysły pobudzenia gospodarki. Najbardziej spektakularne zwyżki wystąpiły w IV kw. 2001 r., kiedy Amerykanie znajdowali w swoich skrzynkach pocztowych czeki z podatkowymi zwrotami. W II kw. ub.r., kiedy okazało się, że nadzieje na poprawę pozostaną niespełnione, doszło do gwałtownych zniżek. Dlatego można oczekiwać, iż tym razem inwestorzy wykażą się większą ostrożnością i będą chcieli zaczekać na efekty nowego planu, zamiast kupować gruszki na wierzbie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama