W pierwszej części sesji znowu utknęliśmy między wsparciem 1223 pkt. i trzykrotnie testowanym w ostatnie dni oporem 1247 pkt. Powolna wspinaczka na bardzo małym obrocie doprowadziła po południu do górnego ograniczenia tej konsolidacji. To jednak tylko obróciło się przeciwko bykom - nie ma to jak spadać z wysokiego konia.

Czwarta porażka na tym poziomie dość wyraźnie pokazała słabość popytu, a że wszystko zbiega się z poziomem szczytu hipotetycznego prawego ramienia dwumiesięcznej formacji RGR, to wynikiem tego była dość szybka wyprzedaż. Im bliżej otwarcia sesji w Stanach, tym inwestorzy coraz częściej przypominali sobie o Iraku, wątpliwościach związanymi ze skutkami (kosztami) pakietu Busha, reagowali na ostrzeżenia spółek i spadające samoloty w Karolinie Północnej, czy też w końcu na informacje z rodzimego rynku, mówiące o planowanym przez rząd rozszerzeniu możliwości inwestycyjnych OFE. Miejmy nadzieję, że finansowanie autostrad nie będzie obowiązkowe, ale i tak osłabia to trochę argumenty liczących na hossę wywołaną brakiem alternatywy dla akcyjnych inwestycji funduszy.

To były jednak tylko impulsy, które pozwoliły rynkowi wyrazić wszystkie swoje obawy, począwszy, od przebicia wsparcia na 1223 pkt. a skończywszy na kształtujących się formacjach. Nie należy jednak od razu panikować po jednej spadkowej sesji. Średnioterminowym inwestorom wielka krzywda się nie stała. Pocieszać mogą się niższymi obrotami oraz spadkiem wywołanym głównie przez bazę, a nie sam indeks. Taka słabość kontraktów wynikała z faktu, że po stronie podaży stali głównie realizujący zyski z długich pozycji (spadek otwartych pozycji aż o 1700 szt. w 30 min), a skoro łatwo przyszło, to i łatwo poszło, nawet na zerowej bazie. Byki muszą teraz bronić ostatniej luki hossy, choćby samą bazą.