Inwestorzy z początkiem roku przystąpili do zakupów na głównych światowych rynkach akcji, co obrazuje wzrost indeksów. Pierwsze dni stycznia wypadły dzięki temu o wiele bardziej okazale niż przed rokiem. Indeksy amerykańskie coraz bardziej oddalają się od średnich kroczących przełamanych przed kilkoma sesjami. Najważniejszy indeks za oceanem - S&P 500 - pokonał linię wielomiesięcznego trendu spadkowego na poziomie 910 pkt. (zapoczątkowanego jeszcze w marcu ubiegłego roku). To oznaka, że popyt powoli się odbudowuje, czemu towarzyszą pozytywne informacje napływające z otoczenia makro. Jeszcze w minionym tygodniu do wiadomości publicznej przedostała się informacja o planowanych przez administrację republikańską cięciach podatkowych. Miały one dotyczyć także podatku od dywidend (planowano wtedy, że zostanie obniżony o połowę). Od wtorku wiadomo o wiele więcej na ten temat i co ważniejsze, wieści są jeszcze bardziej optymistyczne. Podatek dywidendowy ma być zniesiony. To spory zastrzyk kapitału dla inwestorów, ponieważ na koniec listopada (w ujęciu rocznym) Amerykanie osiągali dochody z tytułu dywidend w wysokości 444 mld USD (stanowiło to jednocześnie według danych Departamentu Handlu prawie 5% wszystkich dochodów osób fizycznych). Ten kapitał zwiększy zasoby pozostające w rozporządzeniu gospodarstw domowych. Część z nich z pewnością zostanie przeznaczona na inwestycje. Zniesienie podatku sprawi także, że do łask inwestorów powrócą walory dywidendowe (zwłaszcza fundusze inwestujące w nieruchomości, spółki użyteczności publicznej i ochrony zdrowia).
Pozostałe indeksy zza oceanu nie radzą sobie tak dobrze jak S&P 500. Nasdaqowi nie udał się póki co test linii trendu spadkowego, a średnia przemysłowa znajduje się kilka procent poniżej jej.
Indeksy europejski i japoński znajdują się w gorszej sytuacji. W ich przypadku można mówić najwyżej o trendzie horyzontalnym. Dla DJ Stoxx 50 kluczową kwestią jest przełamanie poziomu 2600 pkt., gdzie przebiegają długoterminowa średnia krocząca i linia trendu spadkowego.