Przebieg wczorajszej sesji mógł niejednego byka przyprawić o szybsze bicie serca. Środowy spadek nie wyczerpał całego potencjału, jaki drzemał po podażowej stronie rynku.

Po spokojnym otwarciu i niewielkim wzroście cen niedźwiedzie ponownie przypuściły śmiały atak. W konsekwencji doszło do testu poziomu luki hossy z 3 stycznia br. Spadek zaprowadził nas do poziomu 1189 pkt. Brakowało raptem dwóch punktów, by zamknąć lukę i tym samym przekreślić podstawową przesłankę utrzymywania długich pozycji. Można się tylko domyślać, jak duża fala stopów mogłaby być uruchomiona. Ale uruchomiona nie została. Bykom udało się utrzymać newralgiczny poziom. W konsekwencji kontrakty zaczęły powoli odbijać, by w końcowej części sesji ustanowić dzienne maksimum.

Sytuacja techniczna wygląda teraz nieco lepiej niż przed wczorajszą sesją. Środowa wyprzedaż już nie wygląda tak strasznie, gdyż jak było widać wczoraj, popyt potrafi o siebie zadbać. Teraz ważne będzie zachowanie rynku w okolicach dolnej części konsolidacji, z której wyszliśmy dołem. Wydaje się bowiem, że ten poziom (okolice 1223 pkt.) będzie teraz oporem dla wzrostu cen. Jeśli bykom nie uda się wybić wyżej, to wczorajszy wzrost należy uznać jedynie za ruch powrotny, a wtedy coraz bardziej prawdopodobne stanie się wykreślenie formacji głowy i ramion. Gdyby jednak ceny kontraktów powróciły w obręb konsolidacji, to należy się liczyć z testem ostatnich szczytów.

Nadal twierdzę, że rynek nie stracił jeszcze szansy na wzrosty. Formacja głowy i ramion jest na razie tylko hipotezą. Wczorajsza obrona wsparć dodaje bykom sił oraz zjednuje nowych zwolenników. Nic nie jest więc przesądzone - obserwujmy zachowanie kontraktów na poziomie 1223 pkt.