Międzynarodowy rynek naftowy zareagował w czwartek wzrostem notowań na wiadomość o wysłaniu do Kataru amerykańskich bombowców, co świadczy o nasileniu przygotowań do ataku na Irak. Jednocześnie do Jordanii przybyły brytyjskie myśliwce. Nie wykluczono też dalszych transportów sprzętu lotniczego w najbliższych dniach. Do zwyżki cen ropy przyczyniała się również napięta sytuacja polityczna w Wenezueli, gdzie strajk generalny sparaliżował eksport tego surowca. Na domiar złego, minister planowania Felipe Perez stwierdził, że wydobycie ropy w tym kraju nie powróci zapewne do normalnego poziomu wcześniej niż w maju. Prognoza ta różni się od przewidywań prezydenta Hugo Chaveza, który zapowiedział niedawno przezwyciężenie kryzysu w przemyśle naftowym do połowy lutego. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lutym płacono wczoraj po południu 29,16 USD, wobec 28,79 USD dzień wcześniej. Tendencji zwyżkowej nie była w stanie zahamować perspektywa zwiększenia w przyszłym miesiącu wydobycia przez OPEC. Możliwość taką widzi przewodniczący tej organizacji Abdullah bin Hamad al-Attiyah. Tymczasem Departament Energetyki USA stwierdził, że wobec groźby wojny w Iraku ceny ropy mogą podnieść się w tym roku o 17%.
Niebezpieczeństwo konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie, a także słabszy dolar i droższa ropa naftowa pobudziły wczoraj wzrost notowań złota do 356,50 USD za uncję, tj. najwyższego poziomu od marca 1997 r. Po południu kruszec ten kosztował w Londynie 353,75 USD, wobec 353,62 USD w środę.
Miedź w kontraktach trzymiesięcznych zdrożała na giełdzie londyńskiej do 1650,50 USD za tonę, z 1637 USD w końcu sesji środowej. Głównym impulsem był niski kurs dolara, który zachęcił do kupowania tego metalu fundusze inwestycyjne.