Na początek cytat. Gorzki, ale mądry. "Górę biorą pomysły bolszewickie w rodzaju deklaracji majątkowych, czy wręcz niemoralne, demoralizujące uczciwych podatników, jak abolicja, a na dolną półkę, czy może ad calendas graecas, przekłada się i tak niezbyt śmiałe propozycje zmian instytucjonalnych. (...) Oceny Polski - z perspektywy dłuższego okresu - zmieniają się na niekorzyść. (...) Tymczasem wszystko prawie, co robi się w Polsce, w gruncie rzeczy spycha nas jeszcze niżej. Gdzie będziemy za 5-10 lat, poza tym że będziemy w Unii Europejskiej? W Unii też można być albo Irlandią, albo Grecją, która przez pierwszych 15 lat członkostwa nie zmniejszyła ani trochę dystansu rozwojowego do unijnej średniej. Gdyby spróbować ocenić z powyższej perspektywy to, co w Polsce dzieje się w ostatnich paru latach, wyglądałoby na to, że szykujemy sobie sami pozycję czerwonej latarni w tym wyścigu..."

Tyle raport WestLB, którego głównym autorem jest prof. Jan Winiecki. Trochę za mało Winieckich w tym kraju. Można żartować, że ktoś, kto upublicznia takie gorzkie prawdy i przestrogi, zasługuje na medal "Za Ofiarność i Odwagę", bo głos ludu, jeśli za głos ów uznamy niektórych z tych, którzy - jakimś koszmarnym zbiegiem okoliczności - znaleźli się w parlamencie, brzmi strasznie. I potwierdza tylko groźbę spełniania przez Polskę roli zamykającego europeleton niedorajdy. Piszę o tym, gdyż piątkowa twórczość kilku posłów zasługiwałaby na uhonorowanie w tradycyjnej rubryce "Przekroju" - "Humor zeszytów", gdyby nie to, że autorami bełkotu nie są lenie z oślej ławki, ale podobno reprezentanci narodu. Podobno, bo normalny człowiek może czuć tylko coraz większe obrzydzenie do wielu z tych tzw. polityków, którzy mają czelność wypowiadania się w imieniu wyborców.

Niektórzy posłowie bredzą więc o mafiach, "oddaniu własności", "wyprzedaży przemysłu", zamiast wziąć się do faktycznej roboty oraz zamiast usiłować rozdawać cudze (podatkowe) pieniądze, szukać metod poprawy sytuacji finansowej tych, którzy posłów wybierali. Np. przez redukcję wydatków budżetu i stworzenie pola do obniżania podatków. Pracy jest zresztą bardzo dużo. Mamy przecież rok bardzo istotny dla nas wszystkich. Czeka nas naprawdę historyczna (czytaj: unikalna) okazja przyłączenia się do wspólnego europejskiego mechanizmu gospodarczego. A przy okazji szansa na uporządkowanie bałaganiarskiego systemu finansów publicznych. Bez czego zresztą o korzystaniu z przywilejów członkostwa w europejskim klubie marzyć nie można. I bez czego napytamy sobie dużo biedy.

Tak, przy niedzieli, to może i nie wypada tak strasznie narzekać. Wobec tego powtórzę, że, może na przekór wszystkiemu, myślę, że to naprawdę będzie lepszy rok. Byle tylko nie dopuścić do głosu cwaniaków i oszołomów. Piątkowe publiczne wypowiedzi niektórych polityków przeczą logice i zdrowemu rozsądkowi. Ich ponowne uaktywnienie to wielki cios dla mądrych ludzi, którzy albo są zbyt cisi, albo już tak nieliczni. Mądrzy ludzie muszą być więc bardziej zdecydowani, może nawet agresywni. Bo na razie widoczny jest wyraźnie tylko proces radykalizacji i zwiększania stopnia agresywności polskiej głupoty. Raporty, takie jak wspomniany na początku, docierają do niewielu. Polityczny bełkot atakuje zaś szeroką publiczność. I to od jej dojrzałości zależy, czy wyśle jego autorów na zieloną trawkę, czy też pozwoli na rozkwit absurdu. Za co zapłacimy wszyscy.

Powyższy tekst jest wyłącznie wyrazem osobistej wiedzy i poglądów autora i nie powinien być inaczej interpretowany.