W piątek do sądu trafił wniosek o aresztowanie Piotra G., podejrzewanego o wyłudzenie kredytu z banku. Kredyt został poręczony przez Ponar Wadowice. Sąd odrzucił wniosek prokuratury, a inwestor wyszedł na wolność. - Będziemy składać zażalenie na decyzję sądu. Nie zmienia ona w żaden sposób roli procesowej Piotra G. Śledztwo trwa nadal - powiedziała nam Mirosława Kalinowska-Zajdak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Maciej Mytych, członek zarządu Ponaru kojarzony z Piotrem G., poinformował nas, że podobnie jak inwestor giełdowy, także on został zatrzymany przez policję w dniu WZA Ponaru Wadowice, które wybrało nową radę nadzorczą. - Zostałem zatrzymany na podstawie pomówień i zwolniony tuż przed WZA. Dotarłem na zgromadzenie, ale nie miałem czasu się do niego przygotować - powiedział. Jego zdaniem, powodem działań policji były bezpodstawne oskarżenia o napad na zakład i zniszczenie jego mienia. - Zatrzymanie to efekt wykroczenia popełnionego przez tę osobę i nie miało żadnego związku z działaniami wobec Piotra G. - wyjaśnia prokurator Kalinowska-Zajdak.
Maciej Mytych, podobnie jak pozostałe osoby kojarzone z Piotrem G., nie jest wpuszczany na teren Ponaru. Dostęp do zakładu blokują pracownicy firmy, obawiając się działań na szkodę spółki. Pracownicy w sporze między inwestorami indywidualnymi a instytucjami (między innymi Skarb Państwa i NFI) jednoznacznie poparli te ostatnie.
Jednak, zdaniem Macieja Mytycha, termin zatrzymania obu osób był nieprzypadkowy, a prokuratura ułatwiła zadanie Skarbowi Państwa. Skarb ostro sprzeciwił się poczynaniom inwestorów indywidualnych, próbujących przejąć Ponar (Piotr G. uchodził za ich lidera). Na ostatnim walnym część osób fizycznych poparła MSP, co pozwoliło wybrać w głosowaniu większościowym radę nadzorczą, w której instytucje mają większość.
- Prokuratura zamierzała przesłuchać Piotra G. już wcześniej, ale był nieuchwytny. Został zatrzymany wówczas, kiedy policji udało się go namierzyć. Nie miało to związku z walnym, choć oczywiście policja brała pod uwagę, że może on w tym czasie pojawić się w Wadowicach - powiedziała prokurator Kalinowska-Zajdak.