Od maja 2000 r., kiedy to Ewald Kist zajął stanowisko dyrektora generalnego ING, dokonał już 3,5 tys. zwolnień. Po ciężkim dla całego sektora finansowego 2002 r. polityka restrukturyzacji grupy ma być kontynuowana. Akcje ING spadły w ubiegłym roku na giełdzie w Amsterdamie aż o 44%, a ogólne zaufanie inwestorów do instytucji finansowych zostało mocno nadwątlone. Dlatego też, dyrektor, który już nie- raz pokazał swoją silną rękę w zarządzaniu firmą, chce naprawić chorą sytuację. - Nie jestem w stanie decydować o wszystkim, ale mogę przynajmniej zmienić naszą firmę - powiedział Kist w wywiadzie dla agencji Bloomberga. - Oglądamy obecnie nasze portfolio i odcinamy zbędne części - dodał także.
Jak dotychczas Kist próbował poprawić sytuację grupy m.in. poprzez próbę zintegrowania amerykańskiej części ubezpieczeniowej oraz włączenie banku inwestycyjnego ING Barings w ramy bankowości korporacyjnej. ING, chcąc ciąć koszty, łączy także tzw. back offices w swoich europejskich bankach, które stanowią swego rodzaju bazę dokumentową firmy. Ma to doprowadzić do redukcji kosztów w ciągu czterech lat o 5%.
ING prowadzi obecnie redukcję swoich jednostek na całym świecie. Jak twierdzą niektórzy analitycy, cięcia mogą dotknąć firmy na terenie Niemiec. - Sytuacja na rynku niemieckim jest bardzo ciężka. Nawet jeśli ktoś chce sprzedać jakąś jednostkę, w takich warunkach może się to okazać niewykonalne. Trzeba więc wtedy skupić się na zwiększaniu wydajności - powiedział Kist. ING planuje także zamknięcie działalności na rynkach, gdzie aktywność grupy jest zbyt mała, aby móc rywalizować z krajowymi potentatami. Chodzi tu m.in. o Filipiny, Tajlandię czy Indonezję. Kist nie wspomniał w wywiadzie o ewentualnych zmianach na terenie Polski. ING Groep jest u nas większościowym udziałowcem w ING Bank Śląski.