Od początku roku główne indeksy warszawskiej giełdy wzrosły o około 5%. Nic dziwnego zatem, że wtorkowa sesja przebiegała pod znakiem nieznacznych spadków kursów akcji, wywołanych realizacją zysków. Analiza techniczna wskazuje na możliwość kontynuowania wzrostów w perspektywie kilkunastu najbliższych sesji.
Zasięg ewentualnych wzrostów na naszym rynku jest jednak uwarunkowany postawą inwestorów zagranicznych. Podczas poniedziałkowej sesji ich aktywność istotnie wzrosła, zwłaszcza w odniesieniu do spółek z branży IT. W przeszłości atak zagranicznego popytu bywał jednak niekiedy krótkotrwały. Nie liczyłbym również na to, że rynek pociągnie mocno w górę kapitał krajowy. Warto pamiętać, że w grudniu sprzedawały akcje dwa największe fundusze emerytalne. Nie stanowi to raczej zachęty do agresywnych zakupów akcji dla mniejszych OFE. Poziomu 1300 pkt. w przypadku indeksu WIG20 może okazać się zatem szczytem możliwości.
Możliwość wystąpienia znaczących wzrostów na naszym rynku w perspektywie całego roku zależy natomiast od rozwoju wydarzeń na świecie. Istotna będzie zwłaszcza kwestia oddalenia obecnych zagrożeń geopolitycznych i makroekonomicznych. Prawie dwuletni okres spowolnienia wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych nie doprowadził jak dotąd do przywrócenia w tym kraju pełnej równowagi ekonomicznej. Problemem pozostaje między innymi bardzo niska stopa oszczędności (w trzecim kwartale ub.r. osiągnęła ona rekordowo niski poziom 1,6% PKB). Dla porównania, w latach 90. wynosiła około 6%, zaś w dekadach lat 60. i 70. oscylowała wokół 10%. Nadal utrzymuje się również rekordowy poziom deficytu obrotów bieżących (5% PKB). Finansowanie tak wysokiego deficytu wymaga utrzymania stałego napływu ogromnych funduszy na amerykański rynek finansowy (około 2 mld dolarów dziennie). Dotychczas nie stanowiło to większego kłopotu, ale słabnący dolar i drożejące złoto wyraźnie wskazują, że nieograniczone zaufanie do amerykańskiej gospodarki nie będzie trwać wiecznie.