Inflacja na Węgrzech wyniosła w ostatnim miesiącu ubiegłego roku 0,1% w stosunku do listopada. Roczna stopa wzrostu cen wyniosła natomiast 4,6%. Oczekiwania były większe, odpowiednio 0,3% i 5,1%. Jak twierdzą eksperci, taki wynik był rezultatem utrzymywania przez węgierskie władze monetarne wysokiego kursu forinta. Tamtejsza waluta umocniła się w 2002 r. o 4,6% wobec euro i była pod tym względem szósta na świecie. Spowodowało to relatywne spowolnienie tempa wzrostu cen importowanych dóbr, takich jak np. sprzętu AGD czy ubrań, ale również papierosów i ropy. - Przedsiębiorcy i sklepy dostosowywały swoje ceny do kursu forinta, pomimo że zakupy bożonarodzeniowe były większe od oczekiwań. Jest to definitywnie pozytywne zjawisko - twierdzi Zsolt Mihalovits, ekonomista Inter-Europa Bank w Budapeszcie.

Wciąż rosnący kurs forinta to główne narzędzie węgierskiego banku centralnego do walki z presją inflacyjną. Jak się okazuje, całkiem skuteczne. Udało się bowiem osiągnąć zakładany przez bank na ten rok poziom wzrostu cen o 4,5% (plus minus 1 pkt. proc.). Rada polityki pieniężnej obawiała się, że 19-proc. wzrost płac oraz zbyt duże wydatki budżetowe zniwelują jej wysiłki na rzecz redukcji inflacji. Według ekonomistów, wzrost wynagrodzeń nie powoduje już silnej presji na wzrost cen.

Wczoraj bank centralny zaczął skupować euro od banków komercyjnych, w celu utrzymania waluty narodowej w 30-proc. korytarzu wahań. Po południu o 1 pkt. proc., do 7,5%, obniżył podstawową stopę procentową.