W pierwszej dekadzie stycznia obserwowaliśmy niezwykle interesujące zjawisko. Trwającej kilka dni hossie (ponad 100%) na akcjach Energomontażu-Północ towarzyszył ruch w górę walorów spółki o niemal identycznej nazwie: Energomontaż-Południe. O ile ta pierwsza miała racjonalne podstawy, to rajd drugiej od początku wydawał się wątpliwy. Starałem się znaleźć logiczne wyjaśnienie dla tych wzrostów, ale jedyne co dało się zauważyć, to pomyślna finalizacja umowy z Elektrociepłownią Kraków. Byłoby dość dziwne, gdyby tylko ta informacja miała spowodować 35-proc. wzrost kursu. Cóż więc mogło stać za tym rajdem?

Od początku wydawało mi się, że jest to powtórzenie pewnego amerykańskiego scenariusza z końca lat 90. W 1998 roku, gdy coraz bardziej popularne stawało się inwestowanie przez internet, doszło do groteskowej wręcz sytuacji na amerykańskiej giełdzie. Zdecydowani działać bez pośrednictwa maklerów inwestorzy dokonywali najrozmaitszych transakcji - często wręcz absurdalnych. Niemało popełnianych przez nich błędów było spowodowanych obowiązującymi w USA czteroliterowymi oznaczeniami - tickerami. Każda spółka ma swój kod (np. Microsoft - MSFT), czasem są one bardzo podobne, a z tego powodu również mylone...

Pamiętamy, jakie emocje w tamtych latach budziło słowo high-tech, samo zakwalifikowanie do tego sektora było niemal gwarancją wzrostów. I tak gdy na rynku zadebiutowały akcje internetowego Ticketmaster (TCMS), wzrost ich kursu wyniósł 300%. Równocześnie o 150% podrożały akcje Temco Services (TMCO) - spółki nie mającej nic wspólnego z nowymi technologiami. Jedyne co łączyło ją z debiutantem, to podobieństwo tickera. Podobnie pierwsze notowanie spółki Xoom.com przyniosło niemal 30-proc. wzrost kursu akcji Zoom Telephonics. Nagłe zwiększone zainteresowanie udziałami telekomu wyraziło się w postaci piętnastokrotnego wzrostu obrotu. Powodem zamieszania były nie same tickery, ale podobieństwo między nazwą dotcoma i tickerem telekoma (Zoom). Fonetycznie były to niemal identyczne spółki, a to, że różne pod każdym innym względem, już nie stanowiło problemu.

Wydaje mi się, że, niestety, byliśmy świadkami analogicznego nieporozumienia. W końcu u nas też zdarzają się podobne przypadki. Znajomy opowiadał mi o inwestorze, który miał niezwykle szczęśliwą rękę do akcji spółek nowych technologii. Zarobił mnóstwo pieniędzy, pozbywając się niemal w szczycie hossy internetowej walorów Prokomu, Softbanku itp. Wyniki psuł mu jednak ComArch, którego akcje wciąż znajdowały się w jego portfelu. Zaintrygowani koledzy z POK-u zadali mu pytanie, dlaczego nie pozbywa się walorów akurat tej spółki. Zdziwiony odrzekł, że przecież to spółka ubezpieczeniowa, więc to jedynie korekta, a nie bessa, jak w przypadku firm z sektora high-tech. Okazało się, że skrót CMR wziął za oznaczenie Commercial Union... Inny inwestor oznaczenie Świecia (FSC) rozszyfrowywał jako fabrykę samochodów ciężarowych. W jego przypadku był to żart, ale ilu innych brało to serio...?

Jedyny wniosek, jaki się nasuwa, to stara łacińska sentencja: błądzenie jest rzeczą ludzką... Byleby tylko nie kosztowało zbyt wiele.