Krajowy rynek akcji znajduje się w kręgu oddziaływania dwóch przeciwstawnych tendencji. Z jednej strony, uczestniczymy we wciąż trwającym procesie konwergencji, przy czym jego natura ulega pewnej zmianie. O ile w ostatnich dwóch latach polegał on na wzroście zainteresowania polskimi bankami, o tyle teraz dotyczy w coraz większym stopniu spółek przemysłowych o średniej i małej kapitalizacji. Uczestnicy rynku zadają sobie pytanie nie tylko o skalę spadku stóp, według których dyskontowane będą teraz przepływy pieniężne podczas wyceniania spółek, ale o wysokość samych przepływów. Interesować ich będzie, w jakim stopniu poszczególne firmy będą w stanie podjąć agresywną konkurencję na rynkach UE. Ostatnie tygodnie pokazują, że najbardziej optymistycznie oceniane są pod tym względem firmy sektora produkcyjnego. Jedynie indeksy subsektorów przemysłowych były w stanie przebić swe 52-tygodniowe maksima.

Z drugiej strony, coraz bardziej niepokojąco wyglądają rynki dojrzałe. Po pierwsze, potwierdziła się wyrażona w komentarzu sprzed 2 tygodni teza o tym, że wzrosty z 2 stycznia były tylko fałszywym wybiciem. Po drugie, silny i zdrowo wyglądający trend wzmacniania się euro nie jest tym, o czym rynki akcji marzą najbardziej. Uwaga ta dotyczy zwłaszcza zorientowanych silnie proeksportowo spółek zachodnioeuropejskich. Po wtóre, z opublikowanego na początku miesiąca raportu Instytutu Zarządzania Podażą (ISM) wynika, że w grudniu zeszłego roku wskaźnik aktywności wzrósł powyżej krytycznej wartości 50 pkt. Z punktu widzenia perspektyw amerykańskiej giełdy, tak wysoki poziom optymizmu zapowiadał z reguły słaby rok dla Wall Street. Oba wyżej wymienione czynniki skłaniają do przekonania, że WIG20 w największym stopniu osłabiany przez akcje banków zmierzać będzie w krótkim terminie w kierunku 1150 punktów.