Po wczorajszej sesji nadzieje byków na rychły wzrost, nawet żeby miałby być tylko korekcyjny, chyba zdecydowanie zmniejszyły się. Nawet rynek kasowy, który przez dużą część sesji był pod presją kupna, w końcówce osłabł, kończąc prawie 10 pkt. pod poziomem maksimum.

Początek sesji był obiecujący. Po dobrych notowaniach posesyjnych w USA zajaśniała nadzieja na korektę. Indeksy w USA już tak mocno spadły, że aż się proszą o chwilę oddechu. Optymizmu kontraktom nie starczyło jednak na długo. Otwarcie notowań na rynku akcji zdawało się potwierdzać, że jednak trend spadkowy jest silny i ceny zjechały pod poziom środowego zamknięcia. Dopiero na tym poziomie popyt ponownie spróbował powalczyć. Reszta sesji to już powolny wzrost. Odbywał się głównie na rynku kasowym. Inwestorzy na kontraktach nie wierzyli w powodzenie tej akcji i reagowali na nią ostrożnie. Efektem był spadek wartości bazy.

Techniczny obraz rynku nie uległ większym zmianom. Nadal obowiązuje nas trend boczny. Myślę, że łapacze dołków nie są zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Wczoraj kontrakty nie poradziły sobie z poziomem 1180 pkt. Także indeks nie pokonał oporu na 1182 pkt. To raczej nie sugeruje narastającej siły rynku, a przecież niewiele wyżej znajdują się kolejne opory. W tej chwili trudno o optymizm. Ostatnie spadki wyrządziły sporo szkód w portfelach graczy nastawionych na wzrosty. Na tyle duże, że teraz następuje obawa przed ponownym wejściem w długą stronę rynku. Na razie można zakładać, że mamy niewielką przewagę podaży, a pierwszą oznaką jej zakończenia będzie pokonanie poziomu 1180 pkt. i zbliżenie się cen do poziomu luki bessy.