Poniedziałkowy spadek notowań na rynku naftowym został we wtorek zahamowany, po czym zaczęły one rosnąć. Pojawił się bowiem nowy czynnik, który nasilił obawy, że wybuch wojny może poważnie ograniczyć dostawy ropy z Bliskiego Wschodu. Władze irackie zagroziły bowiem kontratakiem, który miałby być wymierzony w amerykańskie wojska skoncentrowane na terytorium Kuwejtu. Napięcie wśród inwestorów zwiększało też oczekiwanie na przemówienie prezydenta Busha, w którym spodziewano się sprecyzowania stanowiska USA wobec Iraku po poniedziałkowym raporcie kontrolerów ONZ, dotyczącym broni masowego rażenia. W Londynie za baryłkę ropy Brent z dostawą w marcu płacono wczoraj po południu 30,12 USD, wobec 29,86 USD dzień wcześniej.

Została też przerwana tendencja zwyżkowa na rynku złota. Fundusze inwestycyjne czekały na określenie zamiarów USA, dotyczących ataku na Irak, a tymczasem inne czynniki sprzyjały realizacji zysków przez inwestorów. Przyczyniło się do niej wzmocnienie dolara, a także zahamowanie spadku cen akcji w Europie oraz pomyślny początek wczorajszej sesji na Wall Street. Złoto staniało wczoraj w Londynie do 368,15 USD za uncję, z 369,65 USD w poniedziałek.

Na rynku metali kolorowych obroty były niewielkie, gdyż inwestorzy czekali na wyjaśnienie sytuacji politycznej. W tych warunkach notowania wahały się nieznacznie, a wyraźniejsze zmiany cen uzależniano od rozwoju wypadków na Bliskim Wschodzie oraz danych makroekonomicznych. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w Londynie 1681 USD za tonę, wobec 1678 USD w końcu sesji poniedziałkowej.