Jak wiadomo, państwo jest w stanie "zagospodarować" każdą sumę pieniędzy, zabraną obywatelom, co więcej, absolutnie każdy wydatek potrafi rzeczowo uzasadnić. Patrząc na to, co czynią nasi włodarze, wybrani w demokratycznych wyborach, należy stwierdzić, że to są święte słowa. Chęć rządu do sięgania coraz to głębiej do kieszeni podatnika jest tak wielka, że równać się może jedynie z pomysłowością kolejnych polityków, jak by tu jeszcze wygospodarować kilka złotych.

Każdy nowy parapodatek ma mocne uzasadnienie. W służbie zdrowia brakuje pieniędzy, więc zwiększamy składkę zdrowotną. Nikt rozumny nie powie, że autostrady są zbędne (winiety). Samochody też czasem giną, więc potrzebny jest CEPiK, itd. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że warszawska giełda jest siedliskiem rekinów finansjery, co jest demagogią sięgającą szczytów Himalajów. Dowiedzieliśmy się tego od człowieka, który twierdzi, że 27 to mniej niż 24. Niestety, słowa, które w normalnych warunkach wywołałyby zdrową wesołość, w ustach ministra finansów RP mogą budzić poważny niepokój. Dla giełdy jest to podwójne długoterminowe zagrożenie: parkiet jako miejsce oceny gospodarki przez pryzmat notowanych na nim przedsiębiorstw będzie kontynuował bessę, bo gospodarka gnieciona podatkami nie odrodzi się. Po drugie, opodatkowanie zysków z transakcji giełdowych na tak słabym rynku, jak nasz doprowadzi do spadku i tak mizernego zainteresowania tą formą lokowania kapitału. I wydaje się, że żadne manipulacje przy stopach procentowych nie zmienią nastawienia inwestorów. Jeśli nie nastąpi zmiana mentalności rządzących i filozofii rządzenia, to indeksy na GPW będą poruszać się generalnie w jednym kierunku: "na południe", i nie przesłonią tego korekcyjne wzrosty, które niewątpliwie wystąpią.

Zwróć uwagę:

Softbank - widać zmianę nastawienia inwestorów do tego waloru. Zeszłoroczne oczyszczenie bilansu i pewna poprawa fundamentów spółki dobrze rokują na przyszłość.