Reklama

Rynek docenia to, co dobre

W Europie powszechnie mówi się o kryzysie w sektorze bankowym, który pozbawia największe instytucje finansowe źródeł pewnych przychodów. Chwieje też ich stabilnością. Sytuacja jest szczególnie ciężka w Niemczech. Jak się jednak okazuje, banki brytyjskie, nawet w czasie trwającej od trzech lat recesji, radzą sobie z trudnościami o wiele lepiej, niż ich kontynentalni konkurenci. Rynek też to zauważa i odpowiednio nagradza, co widać m.in. w ich rynkowej wycenie.

Publikacja: 30.01.2003 09:18

Największe niemieckie instytucje, które zajmują się m.in. bankowością detaliczną, wobec panującej od początku 2000 r. dekoniunktury, nie są w stanie zapewnić swoim właścicielom stałych dochodów w postaci dywidendy. Często ponoszą straty, a ich akcje podlegają znacznej przecenie. Przykładowo, w połowie stycznia zwrot na kapitale własnym (ROE) banku HVB był ujemny i wyniósł -0,9%, a Commerzbanku: -3,4%. W Deutsche Banku było to natomiast 8,2%. Wszystkie te instytucje wyceniane są na rynku poniżej ich wartości księgowej, co oznacza, że według inwestorów są one warte mniej niż ich kapitały własne, nie obciążone ryzykiem. Nie najlepiej, choć o wiele wyżej od niemieckich, wyceniane są banki z Francji. Wartość cena/wartość księgowa przekracza tutaj już 1-1,5, a ROE jest z reguły większe od 10%.

Jednocześnie angielskie banki - nawet biorąc pod uwagę ostatnie nie najlepsze informacje na ich temat - osiągają wartości obu tych wskaźników, sięgające nawet 2,5 w przypadku C/WK i 15-20% przy ROE. Na terenie Europy dorównują im tylko banki z Hiszpanii, Portugalii i Beneluksu. Ogłoszone w listopadzie rewizje wyników na ub.r. i dość znaczny spadek wartości brytyjskich banków na giełdzie nie burzą dotychczasowego obrazu sektora. Nadal instytucje z Wysp mają się najlepiej.

Klucz do sukcesu

U podstaw różnic w sytuacji banków z Wielkiej Brytanii i reszty Europy Zachodniej leży, jak twierdzi większość analityków, kilka przyczyn. W skali makroekonomii wyróżnia się w szczególności większą niezależność tamtejszej gospodarki w porównaniu z pozostałymi członkami Unii Europejskiej i prowadzenie często własnej polityki (np. walutowej, budżetowej, monetarnej).

Na poziomie branży, jako powody dobrej sytuacji na Wyspach podawana jest elastyczność tamtejszych banków i wynikająca z tego zdolność dostosowywania się do zmian w otoczeniu, struktura własnościowa oparta głównie na kapitale prywatnym (a nie jak np. w Niemczech z dużym udziałem państwa) oraz bardzo dobrze rozbudowana sieć placówek obsługi klientów detalicznych.

Reklama
Reklama

Własna droga

Sytuacja finansowa banków, szczególnie detalicznych, dosyć mocno reaguje na sytuację ekonomiczną w danym kraju. Im jest ona gorsza, tym bardziej ludność nie jest skłonna do zaciągania kredytów, gdyż obawia się, że może nie być w stanie ich spłacić. W ten sposób detaliczne banki pozbawione są najważniejszej grupy dochodów, czyli odsetek i prowizji.

To, co dzieje się w gospodarce niemieckiej, może więc w znacznym stopniu determinować słabą sytuację tamtejszych banków. Analogicznie, lepsze niż w reszcie Europy uwarunkowania makroekonomiczne w Wielkiej Brytanii dodatkowo stymulują, przynajmniej relatywnie, poprawę w tamtejszym sektorze bankowym.

Podczas gdy w 2002 r. wzrost gospodarczy w strefie euro wyniósł średnio niecały 1%, na Wyspach było to 2,1%, czyli 1,1 pkt. proc. więcej. W Niemczech natomiast przyrost PKB był jeszcze niższy niż średnio w strefie euro (zaledwie 0,4%). Pozytywnie wypada Wielka Brytania także, jeśli chodzi o dane na temat bezrobocia. Utrzymuje się ono w okolicach 5%. Średnio dla strefy euro jest to ponad 8%. W Niemczech natomiast liczba osób pozostających bez pracy powiększyła się pod koniec roku do 10,1%.

Większe tempo wzrostu i niskie bezrobocie warunkują zwiększone dochody gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Mogą one wtedy zaciągać więcej kredytów, gdyż dysponują odpowiednio wysokimi dochodami, które zapewniają ich spłatę. W ciągu ostatnich czterech lat dochody brytyjskich gospodarstw domowych wzrosły w ujęciu realnym o 20%.Pozytywny wpływ na liczbę udzielanych w Wielkiej Brytanii kredytów dla gospodarstw domowych niewątpliwie miały także w ostatnich latach rosnące ceny nieruchomości. Pożyczki hipoteczne są tam najbardziej rozpowszechnione, a drożejące zastawy zwiększają automatycznie wartość możliwych do zaciągnięcia kredytów. Ceny nieruchomości rosną na Wyspach w coraz większym tempie już od 1997 r. W IV kwartale 2002 r. średnia cena domów wzrosła tam aż o ponad 26% w porównaniu z 2001 r. Był to jednocześnie największy wzrost od 1988 r. - Zadecydowały o tym głównie niskie stopy procentowe i bezrobocie, jak również ciągły niedobór mieszkań na rynku - twierdzi Martin Elli, ekonomista z HSBC.

Podkreśla się także samodzielną politykę monetarną i kursową Wielkiej Brytanii. To, że nie weszła ona do Europejskiej Unii Walutowej (EMU), pozwoliło jej według własnego uznania ustalać poziom stóp procentowych oraz czerpać korzyści z posiadania własnej waluty. Był to w ostatnim czasie dodatkowy stymulator dla angielskich banków.

Reklama
Reklama

Prywatny kapitał i sieć

Ważnym aspektem jest struktura własnościowa banków brytyjskich, które są w całości prywatne. Wymusza to efektywność ich działania. W Niemczech natomiast - z wyjątkiem największych banków notowanych na giełdzie - bardzo duża część takich instytucji jest w dużej mierze kontrolowana przez państwo. Jest ich także zbyt dużo, co wprowadza wyniszczającą konkurencję.

Brytyjskim bankom, szczególnie w ciężkich czasach, bardzo pomaga szeroko rozbudowana sieć placówek. Pozwala im to tanio pozyskiwać kapitał od klientów detalicznych. Banki w Niemczech, które w przeszłości koncentrowały się głównie na obsłudze przemysłu, nie dysponują podobną siecią i dopiero teraz ją rozbudowują. Przykładowo, Deutsche Bank niecałe dwa lata temu otworzył sieć DB 24, specjalizującą się w bankowości detalicznej. Niemieckie banki zmuszone są pozyskiwać kapitał na rynku międzybankowym bezpośrednio od innych banków. Czyni go to o wiele droższym, zawiera bowiem marżę odsetkową, nakładaną przez instytucje udostępniające swój kapitał.

Kłopoty nie omijają nikogo

Ktoś mógłby powiedzieć, że pozytywny obraz brytyjskiej bankowości mogą podważyć ostatnie doniesienia na temat większych niż planowane wcześniej rezerw na nieściągalne kredyty. W listopadzie i grudniu informacje takie podały m.in. Lloyds TSB oraz Barclays. Kursy obu tych spółek straciły w ciągu kilku dni po kilkanaście procent swojej wartości.

Należy zauważyć, że Wielka Brytania nie jest gospodarką zamkniętą. To, co dzieje się na świecie, ma wpływ także na sytuację na Wyspach. Zwiększenie rezerw na nieściągalne wierzytelności jest w obu powyższych przypadkach głównie wynikiem zaangażowania w przeżywającej kryzys Argentynie, a w przypadku Lloyds - także w upadłym WorldComie. W mniejszym stopniu wynika to natomiast z bankructw na rodzimym rynku, który także nie jest jednak pozbawiony słabych punktów. W tym roku w Wielkiej Brytanii sektorem o największej liczbie upadłości była telekomunikacja.

Reklama
Reklama

Ostatnia przecena spółek z sektora bankowego nie pogorszyła znacząco ich oceny w stosunku do tego typu instytucji na terenie Niemiec czy Francji. Przed ogłoszeniem informacji na temat obniżenia prognoz na 2002 r. wartość wskaźnika cena/wartość księgowa wynosiła 1,98 dla Barclays, 2,95 dla Lloyds TSB, a dla HSBC 2,04. W pierwszym tygodniu grudnia wskaźnik ten wyniósł odpowiednio 1,86, 2,84 i 2,05, a obecnie: 1,6, 2,21 i 1,94. Royal Bank of Scotland, który na początku grudnia oznajmił, że jednak uda mu się osiągnąć w 2002 r. poziom wyników zakładany przez analityków, odnotował natomiast tylko nieznaczny spadek rozpatrywanych wskaźników.

Przykładowo Deutsche Bank, żeby osiągnąć poziom banków brytyjskich, wciąż musiałby zdrożeć ponaddwukrotnie.

Latynosi sobie radzą

Ciekawie sytuacja przedstawia się także w hiszpańskim i portugalskim sektorze bankowości detalicznej. Wyceny tamtejszych banków w porównaniu z wartością kapitału własnego oscylują w okolicach podobnych do tych w Wielkiej Brytanii, czyli ok. 1,5-2. W przypadku Banco Popular z Hiszpanii jest to aż 2,95. Wskaźnik ROE osiąga natomiast poziomy jeszcze wyższe od angielskich. Siedem największych instytucji kredytowych na Półwyspie Iberyjskim ma średni zwrot z kapitału na poziomie ok. 16%. Najlepsze pod tym względem portugalski BCP oraz Banco Popular osiągają nawet 22-23%, co dla banków niemieckich jest wprost niewyobrażalne.

Co ciekawe, banki hiszpańskie i portugalskie są w dość dużym stopniu podobne do brytyjskich. W szczególności chodzi o szeroko rozbudowaną sieć punktów obsługi klienta nie tylko w kraju, lecz także za granicą, np. w Ameryce Południowej. Ich wysokiej wycenie na rynku nie zaszkodził nawet znacznie kryzys argentyński. Co więcej, niektóre z nich, jak np. Banco Santander Central Hispano (BSCH), mają zamiar dokonywać nowych przejęć za granicą, umacniając swoją pozycję. BSCH szuka obecnie możliwości rozwoju na terenie USA, chcąc zwiększyć liczbę swoich klientów o hiszpańskojęzycznych mieszkańców południowych stanów.

Reklama
Reklama

Przejęcia na terenie Stanów Zjednoczonych dokonał ostatnio także londyński HSBC, kupując Household International. Lepsza od innych w Europie sytuacja banków z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Portugalii pozwala im więc rozwijać się i inwestować. Zwiększa to tylko ich relatywną przewagę nad konkurentami z pozostałej części Europy. Efektem tego będzie też wzrost konkurencji w polskim sektorze bankowym. Ostatnio bowiem HSBC, za pośrednictwem Haushold, odkupił Polski Kredyt Bank od Kredyt Banku, a Santander Central Hispano został właścicielem polskiego oddziału Bank of America.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama