Największe niemieckie instytucje, które zajmują się m.in. bankowością detaliczną, wobec panującej od początku 2000 r. dekoniunktury, nie są w stanie zapewnić swoim właścicielom stałych dochodów w postaci dywidendy. Często ponoszą straty, a ich akcje podlegają znacznej przecenie. Przykładowo, w połowie stycznia zwrot na kapitale własnym (ROE) banku HVB był ujemny i wyniósł -0,9%, a Commerzbanku: -3,4%. W Deutsche Banku było to natomiast 8,2%. Wszystkie te instytucje wyceniane są na rynku poniżej ich wartości księgowej, co oznacza, że według inwestorów są one warte mniej niż ich kapitały własne, nie obciążone ryzykiem. Nie najlepiej, choć o wiele wyżej od niemieckich, wyceniane są banki z Francji. Wartość cena/wartość księgowa przekracza tutaj już 1-1,5, a ROE jest z reguły większe od 10%.
Jednocześnie angielskie banki - nawet biorąc pod uwagę ostatnie nie najlepsze informacje na ich temat - osiągają wartości obu tych wskaźników, sięgające nawet 2,5 w przypadku C/WK i 15-20% przy ROE. Na terenie Europy dorównują im tylko banki z Hiszpanii, Portugalii i Beneluksu. Ogłoszone w listopadzie rewizje wyników na ub.r. i dość znaczny spadek wartości brytyjskich banków na giełdzie nie burzą dotychczasowego obrazu sektora. Nadal instytucje z Wysp mają się najlepiej.
Klucz do sukcesu
U podstaw różnic w sytuacji banków z Wielkiej Brytanii i reszty Europy Zachodniej leży, jak twierdzi większość analityków, kilka przyczyn. W skali makroekonomii wyróżnia się w szczególności większą niezależność tamtejszej gospodarki w porównaniu z pozostałymi członkami Unii Europejskiej i prowadzenie często własnej polityki (np. walutowej, budżetowej, monetarnej).
Na poziomie branży, jako powody dobrej sytuacji na Wyspach podawana jest elastyczność tamtejszych banków i wynikająca z tego zdolność dostosowywania się do zmian w otoczeniu, struktura własnościowa oparta głównie na kapitale prywatnym (a nie jak np. w Niemczech z dużym udziałem państwa) oraz bardzo dobrze rozbudowana sieć placówek obsługi klientów detalicznych.