Czwartkowa sesja nieco popsuła nadzieje popytowej strony rynku na zmianę trendu na rosnący, a dokładniej (bo na razie tylko o tym może być mowa) na ruch powrotny w kierunku linii szyi formacji podwójnego szczytu.

Poprzednie trzy sesje giełdowe charakteryzowały się rosnącym w ciągu dnia naporem graczy otwierających długie pozycje. To z kolei przekładało się na wygląd świec, z których każda miała długi dolny cień. Wczorajsze zamknięcie jest najniższe od października 2002 r. i zdaje się mówić, że sam wygląd świec to za mało na wywołanie korekcyjnego wzrostu, i to mimo wyprzedania rynku (byłbym jednak daleki od stwierdzeń, iż jest ono "skrajne"). Większość wskaźników potwierdza bieżący trend. Wśród nich jeden - Ultimate - wyraźnie sugeruje, że odreagowanie spadków może nastąpić w każdej chwili. Tworzy on pozytywną dywergencję z wykresem kontraktów, zwyżkując w kierunku poziomu równowagi.

Należy jednak mieć na uwadze, że nerwy inwestorów poddawane są w ostatnich dniach ogromnej próbie, a znaczna zmienność w trakcie sesji to raj jedynie dla day-traderów. Posiadacze krótkich pozycji nie mają żadnych powodów do ich zamykania (sygnałem ostrzegawczym mogą być jedynie cienie ostatnich świec i podwójne dno na wykresie indraday). Z drugiej strony, nie ma poważniejszych przesłanek do niewielkiego nawet angażowania się w długie pozycje (tak zwany kontrolny long). Łapanie dołka może być opłacalne, ale, jak uczy teoria i praktyka, rzadko się udaje. Na razie analiza techniczna jednoznacznie potwierdza, że bez przełamania oporu na poziomie 1150 pkt. (wzmocnionego m.in. średnią kroczącą z 15 sesji) należy trzymać się dotychczasowego trendu, wyznaczając dość odległe linie obrony krótkich pozycji (chroniące przed nagłymi i emocjonalnymi wahaniami koniunktury).