Nie można inwestować tylko na podstawie możliwości wystąpienia jakiejś formacji. Nazwijmy więc poniższy wywód intelektualną prowokacją, która zresztą czasami się sprawdza, czego przykładem choćby ostatnia formacja głowy z ramionami czy rysowany na przełomie listopada i grudnia diament (rozszerzający się trójkąt).
I właśnie do tej drugiej formacji chciałem się odwołać, gdyż pojawia się ostatnio sporo analogii, które dawałyby choć cień nadziei na przerwanie spadków. Pierwszą nadzieją, jest... brak nadziei. Dość dziwny to powód do zakończenia przecen, ale jednomyślność trendowi nie służy. Widmo przeceny wydaje się oczywiste nie tylko ze względu na fundamenty spółek, ale też wyrysowanie podwójnych szczytów, po których wybicie poniżej 1150 zapowiada spadek równy wysokości formacji (111 pkt). Wróćmy teraz na koniec listopada, gdzie wyjście z konsolidacji 1128-1206 pkt. pozwalało prognozować wzrost o 78 pkt. Pierwsza wątpliwość co do dalszych wzrostów pojawiła się po czarnej świecy od 1251 pkt. (58% wyznaczonego zasięgu), a szczyt całego trendu mieliśmy 14 pkt. wyżej, na 1265 pkt. (75%). Później dokończyliśmy rysowanie wspomnianych formacji szczytowych i wzrost się załamał.
W obecnym spadku pierwsza biała świeca ma minimum 1085 pkt., co stanowi 59% zasięgu spadku po podwójnym szczycie. Na wykresie intraday można już spekulować o rozszerzającym się trójkącie (diamencie), co na przyszły tydzień pozwalałoby dobić rynek ostatnim spadkiem i rozpocząć upragnione odreagowanie. Przyznaję - analiza bardzo karkołomna, ale "sytuacja na rynku, która wymknęła się spod kontroli i podlega już tylko emocjom", jak ulał pasuje zarówno do obecnego obrazu rynku, jak i definicji takiego trójkąta.