Ostatnie przetargi bonów skarbowych wyglądają tak samo - chętnych jest niewielu, a rentowność zwykle lekko rośnie. Taka sytuacja utrzymuje się od początku roku i nie zdołała jej zmienić obniżka stóp, dokonana w ubiegłym tygodniu przez Radę Polityki Pieniężnej. Wczoraj pojawiła się informacja o zmniejszeniu podaży bonów w lutym. Resort finansów chce w tym miesiącu sprzedać papiery o łącznej wartości 3,9 mld zł, wobec 5,2 mld zł w styczniu. Być może ta informacja odbije się na wynikach przetargu dopiero w przyszłym tygodniu, gdyż została opublikowana już w trakcie wczorajszego przetargu.

Resort oferował na nim bony 52-tygodniowe o wartości 800 mln zł. Chętni chcieli kupić papiery za blisko 1,17 mld zł. W rezultacie rentowność tych bonów wyniosła 5,88%, wobec 5,81% tydzień wcześniej.

Ostatnio nieco lepiej niż papiery roczne zachowywały się bony 26-tygodniowe. Ich rentowność spadała, ale wczoraj nastąpiło odwrócenie tego trendu. Zyskowność tych papierów wzrosła do 6,019%, z 6,008%. W tym przypadku również odnotowano niski popyt - resort sprzedawał bowiem papiery o wartości nominalnej 100 mln zł, a chętnych było na bony za blisko 200 mln zł.

Co jest przyczyną tak niewielkiego zainteresowania inwestorów bonami? Większość analityków wskazuje na zagrożenie wojną między USA a Irakiem. W tej sytuacji inwestorzy preferują bardziej bezpieczne rynki i tam lokują swoje środki, unikając zaangażowania m.in. na rynkach wschodzących, do których jest zaliczana także Polska. W rezultacie nawet dobre dane makroekonomiczne, jak choćby pozytywne wyniki polskiego handlu zagranicznego w grudniu, nie powodują napływu inwestorów. Dopóki więc nie wyjaśni się sytuacja wokół Iraku, na rynku bonów skarbowych będzie panował marazm.