O przyczynach marazmu na naszej giełdzie mówi się dużo i od dłuższego czasu. Winą za spadek aktywności obarcza się z jednej strony OFE, które pilnują, żeby kursy nie spadły za nisko, z drugiej - zarządy spółek za słabe zarządzanie i lekceważenie inwestorów oraz giełdę za małą aktywność w pozyskiwaniu nowych firm. Włodarze polskiego rynku kapitałowego zrzucają odpowiedzialność na kiepską koniunkturę gospodarczą i bessę, która odstrasza inwestorów indywidualnych. Sami inwestorzy jako główną przyczynę podają wysokie prowizje i sterowanie rynkiem przez OFE. Do tego doszły ostatnio informacje o propozycjach wprowadzenia podatku od zysków osiąganych na giełdzie. Nawet najpopularniejszy na parkiecie kontrakt na WIG20 cieszy się coraz mniejszą popularnością (spadek wolumenu obrotów w 2002 r. o 16% w porównaniu z 2001 r.).
Tymczasem światowe giełdy terminowe pomimo podobnych problemów (bessa, dekoniunktura, spadek zaufania do zarządów spółek, brak nowych firm na parkiecie) osiągają nowe rekordy, jeśli chodzi o wartość i wolumen obrotów1. Dlaczego tak się dzieje?
Przynajmniej częściową odpowiedź można uzyskać, dokonując analizy porównawczej notowań zagranicznych indeksów, na które są wystawiane najbardziej popularne kontrakty, oraz samych kontraktów, odpowiednio z WIG20 i kontraktem na WIG20.
Analiza porównawcza
Tabela 1 prezentuje średnią zmienność indeksów z ostatnich 60 i 240 sesji 2002 r. WIG20 jest najmniej zmiennym indeksem spośród analizowanych, bez względu na to, czy zmienność mierzymy różnicą między kursem najwyższym i najniższym na sesji, czy różnicą między zamknięciami kolejnych sesji. Co ciekawe, największą zmiennością charakteryzują się indeksy europejskie (DAX i CAC40), które wyprzedzają nawet wskaźnik spółek technologicznych Nasdaq 100.