Po dwóch tygodniach silnych spadów indeks S&P 500 odnalazł równowagę w pobliżu poziomu 850 punktów. Nie ma to na razie wpływu nawet na trend krótkoterminowy. Kontratak byków interpretuję jako ruch powrotny w kierunku dolnego ograniczenia konsolidacji, z której indeks wybił się w ostatnim tygodniu lutego. W mojej opinii zwyżka nie przekroczy 875-890 pkt., gdzie znajduje się dolne ograniczenie wspomnianej konsolidacji. Zgodnie ze scenariuszem ruchu powrotnego, dopuszczalne jest wybicie ponad lokalny szczyt z 29 stycznia (864 pkt.) i ukształtowanie na wykresie niewielkiej formacji podwójnego dna. Zamknięcie sesji ponad poziomem 890 pkt. będzie informacją, że wybicie z konsolidacji w dół było fałszywym sygnałem. Co za tym idzie, w ramach średnioterminowego trendu wzrostowego S&P jeszcze raz będzie testował opór, znajdujący się na poziomie 960 pkt. Na razie jednak w dalszym ciągu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest kontynuacja spadku do dołka z października zeszłego roku (777 pkt.).
Od wzrostu sesję poniedziałkową rozpoczął Nasdaq Composite. Gdyby na zamknięcie notowań wartość indeksu znalazła się powyżej 1335 pkt., zagmatwałoby to sytuację techniczną wskaźnika. To właśnie na tej wysokości znajduje się grudniowy dołek, analogiczny do tego, który na wykresie S&P 500 wyznacza dolne ograniczenie konsolidacji. Wykres Nasdaq Composite już pod koniec zeszłego miesiąca wybił się poniżej 1335 pkt., po czym ponownie powrócił ponad tę wartość. Kolejne "niezdecydowane" zachowanie względem tego poziomu będzie sugerować, że nie ma on większego znaczenia dla rynku. Czynione w oparciu o tę wartość analizy staną się nieaktualne.
Bardzo efektownym wzrostem poniedziałkową sesję zakończył londyński FT-SE 100. Indeks zyskał prawie 3,5% i ponownie znalazł się ponad dołkiem z października 2002 roku. Zeszłorocznego minimum w dalszym ciągu broni również niemiecki DAX (choć wczorajsze "zgaszenie" wzrostu w trakcie notowań może oznaczać zakończenie korekty). Czyżby byki za wcześnie zostały spisane na straty?