Praktycznie od początku trwania w naszym kraju procesu określanego mianem transformacji ustrojowej jednym z jego głównych motorów były rady nadzorcze w spółkach kapitałowych. Organy te, w założeniach, mają pomagać akcjonariuszom na bieżąco kontrolować spółkę. Kodeks spółek handlowych pozwala wręcz grupie udziałowców, nieufającej pozostałym wspólnikom, wybrać swego przedstawiciela do indywidualnego nadzoru nad firmą.

Czy jednak zapisy ksh wyczerpują funkcje rady nadzorczej? Już widzę te uśmiechy na niektórych twarzach. Wszak nie ma nic lepszego, jak kilka fuch w radzie nadzorczej. Roboty niewiele, a jak dobra spółka, to z samego wynagrodzenia można nieźle wyżyć (w niektórych spółkach roczne koszty utrzymania rady przekraczają 1 mln zł). Jeśli komuś nie wystarcza, może starać się o dodatkowe źródła dochodów. Wszak "Polskę każdego dnia wzdłuż i wszerz przemierzają setki tysięcy Rywinów - komiwojażerów korupcji - oferując swe usługi" (cytat za jednym z dzienników). Obserwując działania niektórych rad, trudno oprzeć się wrażeniu, że docierają oni również do władz giełdowych firm.

Nie twierdzę, oczywiście, że wszyscy ludzie zasiadający w organach nadzoru giełdowych firm są skorumpowani, a swe funkcje sprawują jedynie czysto teoretycznie. Gdzie jednak byli owi reprezentanci akcjonariuszy, gdy działy się tam, delikatnie mówiąc, dziwne rzeczy (patrz słynny i głośny przypadek Elektrimu)? Czy tylko doświadczenie i fachowość decydowały, że w firmach giełdowych przez rady przewinęło się kilku byłych lub obecnych ministrów (Pekpol, Vistula, Espebepe)? Dlaczego wreszcie dość liczne są już próby pociągnięcia do odpowiedzialności zarządów spółek, nie wspominając przy tym nic o ich radach nadzorczych?

Może ktoś rozliczyłby na przykład działania, zarządzającego w końcu nie swoimi pieniędzmi, funduszu emerytalnego, który miał swego przedstawiciela w radzie nadzorczej Mostostalu Gdańsk (notabene również byłego ministra). Gdy okazało się, że sytuacja spółki rozwija się niekoniecznie zgodnie z przewidywaniami, prezes PTE zabrał zabawki (czytaj gotówkę) i opuścił piaskownicę (zrezygnował z rady). Dlaczego w głośnej kiedyś sprawie Stomilu Olsztyn niemal rok po wybraniu Deloitte &Touche na audytora ad hoc nie ma jeszcze raportu z badania? Czy to nie wypacza idei badania ad hoc? Co na to reprezentant akcjonariuszy mniejszościowych?

Myślę, że każdy z Czytelników mógłby dodać jeszcze kilka pytań. Może ktoś na nie odpowie.