Początek wczorajszej sesji miał dość dziwny przebieg. Niewielkie wahania cen, pomimo bardzo słabego zachowania rynku we Frankfurcie, mogły sugerować, że na rynku brakuje podaży. Co ciekawe, względnie dobra koniunktura utrzymywała się zarówno w Budapeszcie, jak i Pradze. Z czasem jednak, głównie za sprawą braku kupujących, największe spółki pogłębiały przecenę.
Wydaje mi się, że obecnie nie jest zbyt trudno przewidzieć dalszego rozwoju sytuacji na GPW. Z punktu widzenia analizy technicznej i najprostszych metod badania trendu (teoria Dowa), 24 stycznia br. otrzymaliśmy średnioterminowy sygnał zmiany trendu na spadkowy. W tym dniu zamknięcie indeksu WIG20 wypadło poniżej poziomu dołka z 20 grudnia. Wszystkie sesje wzrostowe należy zatem traktować jako ruchy korekcyjne. Wydaje się, że nie inaczej będzie i tym razem. Kilkudniowa korekta prawdopodobnie dobiegła końca i teraz pora na kolejny ruch w kierunku poziomów z października ub.r.
Aby jednak nie popadać w skrajny pesymizm, należy pamiętać o kilku pozytywnych sygnałach wysyłanych przez rodzimą gospodarkę. Rozpatrując zaskakujący poziom eksportu w grudniu, spowodowany częściowo umocnieniem euro do USD, oraz wzrost importu, dane okazują się korzystne. Oprócz ożywienia w eksporcie mamy do czynienia ze wzrostem popytu krajowego. Dzięki temu mieliśmy ożywienie pod koniec roku i wszystko na to wskazuje, że dołek koniunktury mamy za sobą. Niskie stopy procentowe stwarzają dobre perspektywy na najbliższy rok, a jedynym zagrożeniem jest obecnie wojna w Iraku (wzrost cen ropy może wywołać skok inflacji).
Zwróć uwagę:
PGF - przewidywany wzrost zysku w IV kw ub.r., możliwość wypłaty dywidendy sugerowana przez prezesa J. Szwajcowskiego, a także nieobecność w "farmaceutycznej hossie" przyniesie wzrost kursu.