Środowa sesja wyglądała bardzo podobnie do tych z poprzednich kilku dni. Znów odnotowaliśmy żałośnie niskie obroty, które skłaniają do przekonania, że na rynku brak jest chętnych do odważniejszego kupowania. Rytm poszczególnych sesji wyznacza przede wszystkim podaż. Wczoraj była zupełnie bierna, co pozwalało przez większą część dnia na skromne zwyżki. Nie można jednak nie zauważyć, że od blisko miesiąca kupujący nie zaznaczyli mocniej swojej obecności. Nie jest to optymistyczny sygnał, choć skłania do złudnego przekonania, że znajdujemy się coraz bliżej momentu, kiedy podaż wkroczy do akcji.

Niskie obroty wskazują na przyjęcie przez znaczną część inwestorów wyczekującej postawy. Warto się więc zastanowić, skąd ona się bierze, skoro napływające ostatnio informacje coraz wyraźniej wskazują na ponowne osłabianie się koniunktury gospodarczej na świecie (zapowiedzi zwolnień w największych firmach, pogarszające się nastroje konsumentów, rosnące bezrobocie itp.). Niewykluczone że podłożem jest tu przekonanie, iż zbliżający się termin rozpoczęcia działań zbrojnych w Iraku będzie skutkował późniejszymi wzrostami indeksów, tak jak to bywało w przeszłości. Dlatego niewielu chce być tymi, którzy sprzedadzą na dołku. Takie podejście byłoby zasadne, gdyby tak naprawdę jedynie obawy o konsekwencje wojny w Iraku leżały u podłoża ostatnich zniżek. Wydaje się, że tak nie jest, a samo zagrożenie wojną jedynie przysłania utrzymujące się w największych gospodarkach negatywne zjawiska. Przecież atak na Irak nie spowoduje zniknięcia problemu złych kredytów w bankach, nie przyczyni się do radykalnej poprawy nastrojów wśród konsumentów, spadku bezrobocia, zmniejszenia deficytów budżetowych. Dlatego coraz mniej prawdopodobne załagodzenie konfliktu irackiego oznaczałoby, że nie wystąpi jeden z negatywnych elementów, oddziałujących na rynki akcji, ale nie wszystkie. Jeśli powyższa diagnoza jest trafna, to kolejne tygodnie nie tylko nie przyniosą poprawy koniunktury na giełdach, ale dadzą w rezultacie dalsze zniżki. Czasem dużo lepiej jest nie zarobić niż wystawiać się na zbyt duże ryzyko.