Wczorajsza sesja przebiegała w spokojnej atmosferze. Zarówno nasz rynek, jak i większość światowych parkietów cierpliwie czekały na wystąpienie sekretarza stanu Colina Pawella na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Żadna ze stron nie podejmowała działań ofensywnych. Podaż dalej nie przyciskała, a popyt był w stanie jedynie zatrzymać spadki i nie dopuścić do zejścia poniżej poziomu ostatniego dołka (1085 pkt).

Po wtorkowym mocnym spadku można było oczekiwać, że następna sesja przyniesie nowe minima w tej fali spadkowej. Tak się jednak nie stało. Wprawdzie ceny zeszły poniżej poziomu wtorkowego zamknięcia, to jednak nie na tyle głęboko, by pokonać wsparcie na 1085 pkt. Taka sytuacja na pewno sprzyja bykom, gdyż oddalili oni perspektywę spadku w okolice 1040-1050 pkt. Oddalili, ale nie definitywnie przekreślili. Warto bowiem zauważyć, że wczorajsza obrona popytu była niezwykle ślamazarna. Nie chodzi już tylko o sam fakt niskiego obrotu, który sygnalizował, że wzrost jest wynikiem jedynie cofnięcia się podaży.

Nie można nie zauważyć, że wczorajszy wzrost był stosunkowo mały w porównaniu ze wspomnianym wtorkowym spadkiem. Na tyle mały, że nie został nawet zagrożony poziom połowy wtorkowej świecy na wykresie dziennym. W taki sposób nie dokonują się odbicia. Przykładem niech będzie właśnie wtorek, gdzie fiasko próby wyjścia na wyższe poziomy szybko przełożyło się na dynamiczny spadek. Wczoraj nie było dynamicznego wzrostu, a słaba końcówka notowań nadal powinna skłaniać posiadaczy długich pozycji do obaw o swój kapitał. Tyle technika. Oczywiście, wiele będzie zależeć od treści wystąpienia amerykańskiego sekretarza stanu. Jego echa będą najprawdopodobniej czynnikiem, który w przeważający sposób wpłynie na dzisiejsze zachowanie się naszych inwestorów.