Wczorajsza sesja, mimo wzrostów, nie zapowiada, że wyprzedający akcje krajowych blue-chipów oddali inicjatywę popytowi. Lepszych czasów dla posiadaczy akcji nie należy się spodziewać. WIG20 znajduje się wyraźnie poniżej poziomu 1130 pkt. z którego sforsowaniem należałoby dopiero oczekiwać większej aktywności byków. Na tym poziomie przebiega aktualnie krótkoterminowa średnia krocząca skutecznie powstrzymująca zapędy popytu w ostatnich kilku tygodniach.

Rynek jest wyraźnie wyprzedany, lecz ten stan nie skutkuje jeszcze odpowiednimi decyzjami w sferze inwestycyjnej. Nawet najszybsze oscylatory (CCI, Stochastic) nie powróciły do stref neutralnych, co dałoby sygnał do akumulowania walorów. O wskaźnikach bazujących na dłuższych okresach bazowych nie ma nawet co wspominać. Nie zdradzają one jakichkolwiek objawów, że warto obecnie przystąpić do kupowania akcji.

Jesienne wzrosty rozbudziły oczekiwania inwestorów, że po wielu miesiącach dekoniunktury nadejdzie dłuższy okres zwyżek. Nic takiego się nie stało. Rynek zwykł dyskontować przyszłość i nawet dysponujący olbrzymimi zasobami gotówki zarządzający otwartych funduszy emerytalnych muszą o tym pamiętać. Powoli zbliża się termin publikacji raportów z wynikami kwartalnymi za IV kwartał ubiegłego roku. Nie spodziewałbym się, aby były one rewelacyjne i inwestorzy ochoczo zabrali się do nabywania akcji. Dobre wyniki na razie pokazały spółki oponiarskie. Nie są one jednak w stanie zainicjować zwyżki całego rynku. Bez poprawy wyników w sektorze bankowym i IT nie będzie silnego odreagowania fali spadkowej. A niewiele zapowiada, że tak się stanie.

Z tego powodu aktualne pozostają wskazówki, że należy się w dalszym ciągu powstrzymywać od kupowania walorów firm o największej kapitalizacji. Niepewność związana z konfliktem na Bliskim Wschodzie dotyczy również rodzimego rynku. Negatywny rozwój sytuacji w tamtym regionie bezpośrednio uderzyłby w główne rynki akcji na świecie, a trudno uwierzyć, że nasza giełda będzie kształtowała swój odrębny trend.