Nieznacznym przełamaniem oporu na poziomie 1092 pkt. zakończyły się poniedziałkowe notowania kontraktów na WIG20. Jednak to nie wystarcza, by zakładać trwalszą poprawę koniunktury. Zachęca jedynie posiadaczy krótkich pozycji do zacieśnienia poziomów obrony.

Do takiej diagnozy skłania kilka faktów. Byki potrzebowały 2 sesji, by odrobić straty poniesione w ostatni czwartek, co pokazuje, która strona kontroluje rynek. W dalszym ciągu nie jest wypełniony zasięg zniżek, wynikający z wysokości formacji podwójnego szczytu (budowanej od połowy listopada do połowy stycznia). Na tej podstawie można oczekiwać osiągnięcia przez kontrakty poziomu 1050 pkt. Minutowe wskaźniki techniczne dotarły do poziomów, które przez ostatni miesiąc wyznaczały lokalne maksima. Wzrost z ostatnich dwóch sesji nie wykracza swoją wielkością poza poprzednią korektę, która wyniosła ok. 40 pkt. (od dołka z 29 stycznia do szczytu z 3 lutego). Zatem każda zwyżka nie przekraczająca 1115 pkt. będzie neutralna z punktu widzenia koniunktury w nieco dłuższym terminie niż 2-3 dni. Wydaje się, że ustawienie linii obrony właśnie w okolicach 1115 pkt. jest dobrym rozwiązaniem, gdyż wcześniej przy 1107 pkt. znajduje się silny opór w postaci dołka z 30 stycznia. Jego przełamanie mogłoby zapowiadać odreagowanie całej styczniowej przeceny i tym samym dotarcie do 1140 pkt.

Wydaje się jednak, że jest to mało prawdopodobny scenariusz i raczej będziemy świadkami dalszych zniżek w kierunku 1050 pkt. Na tej drodze główną barierą jest luka hossy pomiędzy 1068-1077 pkt. Przedstawione argumenty wskazują, że ceny na poziomie 1100 pkt. są dobrą okazją do zajęcia krótkiej pozycji. Oprócz zwodniczego przekonania o znacznym wyprzedaniu rynku nie ma powodów, by trzymać długie pozycje w portfelu.