- Jestem bardzo zadowolony z ubiegłorocznych wyników firmy. Po raz pierwszy w historii grupa kapitałowa wyszła na plus. "Wyczyszczyliśmy" bilans, zmieniliśmy jej strukturę i to przyniosło efekty - podkreśla Piotr Smólski, prezes Ster-Projektu. Szef warszawskiej firmy nie chciał zdradzić dokładnych wyników przed ich oficjalną publikacją. Wiadomo jedynie, że grupa zanotowała ponad 300 mln zł przychodów i dodatni wynik zarówno na poziomie operacyjnym, jak i netto. Rezultaty spółki-matki są bardzo zbliżone. - Uważam, że w minionym roku najważniejsze dla Ster-Projektu były trzy rzeczy: znalezienie swojego miejsca na rynku, ograniczenie kosztów bez zwolnień i wejście z sukcesem w trzy nowe obszary działalności. Moim zdaniem, jesteśmy obecnie trzecią firmą IT na rynku. Udało nam się przegonić Softbank i zbliżyć do ComputerLandu. Ambicje mamy większe - twierdzi prezes. Zapowiada, że celem giełdowej spółki jest roczny wzrost o 15-20%, tak by w 2005 r. jej przychody sięgnęły 600 mln zł.

Podobnie jak dotychczas, Ster--Projekt nastawia się na średniej wielkości kontrakty o wartości kilkunastu, kilkudziesięciu milionów złotych. Portfel zamówień na ten rok wynosi obecnie 100 mln zł. - Oczywiście, mamy nadzieję na kontrakty związane z offsetem. Spółka podpisała porozumienie z Lockheed Martin dotyczące części wojskowej i szuka również możliwości uczestniczenia w kontraktach cywilnych. Niewykluczone że będziemy wspólnie uczestniczyć w jakimś przedsięwzięciu z Prokomem i ComputerLandem - mówi P. Smólski. Prezes liczy również na to, że mimo iż kierowana przez niego firma nie występuje w żadnym konsorcjum startującym do informatyzacji PKO BP, będzie miała możliwość uczestniczenia we wdrożeniu jako podwykonawca jakiegoś elementu systemu. - Może to być np. centrum danych, kwestie związane z bezpieczeństwem, podpisem elektronicznym czy kryptografią - wymienia prezes.

Ster-Projekt zamierza się rozwijać zarówno organicznie, jak i przez przejęcia. - Nie jesteśmy w stanie przeprowadzić więcej niż dwóch akwizycji. Jest to duży wysiłek finansowy i zazwyczaj w pierwszym etapie po przejęciu oznacza pogorszenie kondycji firmy - zaznacza szef spółki. Warszawski integrator myśli o dwóch spółkach niszowych, które uzupełniłyby jego ofertę. Na razie jednak nie ujawnia, jakimi segmentami rynku jest szczególnie zainteresowany.