Reklama

Deflacja nam nie grozi

W Czechach zanotowano deflację, czyli spadek wskaźnika wzrostu cen poniżej zera. Zdaniem ekonomistów, jest całkiem możliwe, że także w Polsce dojdzie do deflacji. Jednak nikt nie spodziewa się, aby taki jednorazowy spadek cen mógł się przerodzić w trwałą deflację, jaka notowana jest w Japonii.

Publikacja: 12.02.2003 08:19

W Czechach w styczniu zanotowano inflację na poziomie 0,4%. Tamtejsi analitycy wiążą to ze spadkiem cen energii elektrycznej i żywności? Czy w Polsce jest możliwa taka sytuacja, gdy ceny będą spadać? Analitycy tego nie wykluczają.

- Istnieje taka możliwość - przyznaje Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska. - Ale to będzie jednorazowa deflacja.

Zdaniem analityków, jednorazowy czy trwający dwa-trzy miesiące spadek inflacji poniżej zera nie jest niebezpieczny.

- Jeśli trafi się nam deflacja na przykład w kwietniu, to nie będzie to groźne - powiedział Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. - Deflacja może być groźna wtedy, gdy mamy do czynienia z długotrwałym spadkiem cen, czyli gdy średnioroczny wskaźnik spada poniżej zera.

Długotrwała deflacja jest dla gospodarki zabójcza - konsumenci wstrzymują się z zakupami, czekając aż ceny będą jeszcze niższe. Pogarsza to sytuację firm, które mają mniejsze dochody. Powoduje to spadek zatrudnienia i dalsze ograniczenie zakupów. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Japonii. Jednak powtórki tego scenariusza nikt się nie obawia - ani w Czechach, gdzie oczekuje się powrotu inflacji do wartości dodatnich w marcu, ani u nas.

Reklama
Reklama

- Przede wszystkim w Czechach niska inflacja utrzymuje się już od długiego czasu, tymczasem u nas jest inaczej - powiedział Arkadiusz Krześniak. - Poza tym musielibyśmy mieć o wiele bardziej restrykcyjną politykę pieniężną.

Analitycy nie spodziewają się także, aby Polska w jakiś sposób mogła "zaimportować" deflację z Czech, bo nasze powiązania gospodarcze z tym krajem nie są zbyt poważne. Na dodatek, według Macieja Relugi, nawet o wiele bardziej prawdopodobna długotrwała deflacja w Niemczech nie wywołałaby trwałego spadku cen u nas. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego, wywołane po części przez nasze wejście do Unii Europejskiej, wzrost efektywności pracy i płac będzie bowiem raczej stymulował inflację.

Poza tym, większość prognoz mówi, że do końca roku inflacja w naszym kraju będzie rosła.

- Przy utrzymaniu obecnych czynników dekoniunktury inflacja w grudniu może wzrosnąć do 1,6%, mimo że RPP, obniżając stopy, chciała, aby inflacja na koniec roku znalazła się w dolnej granicy celu, wynoszącego 2-4% - powiedział Janusz Krzyżewski, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama