Od spadków zaczęły się czwartkowe notowania na giełdach nowojorskich. Perspektywa wybuchu wojny i obawy przed atakami terrorystycznymi odsunęły w cień korzystne dane makroekonomiczne dotyczące sprzedaży detalicznej. Wprawdzie uwzględniając sektor motoryzacyjny obniżyła się ona w styczniu bardziej niż oczekiwano, ale pomijając tę branżę wzrosła najsilniej od ponad dwóch lat. Inwestorzy woleli jednak powstrzymywać się od zakupów. Jednym z wyjątków były papiery potentata branży ubezpieczeniowej American International Group (AIG). Chętnie w nie inwestowano, mimo że firma poinformowała wczoraj o stracie w IV kwartale ub.r. Jednocześnie bowiem koncern zapowiedział, że wyniki za cały 2002 r. będą lepsze od prognozowanych. Mimo to do godz. 18.00 indeks Dow Jones spadł o 1,19%, a Nasdaq Composite stracił 0,93%.

Umiarkowane spadki przeważały na czołowych rynkach europejskich, gdzie również wielu graczy powstrzymywało się od decyzji czekając na wyjaśnienie sprawy Iraku. Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder kolejny raz podkreślił wczoraj, że rozbrojenie Saddama Husajna jest możliwe bez wojny, do której dążą Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Na giełdzie londyńskiej, gdzie indeks FT-SE 100 spadł o 0,15%, zanotowano silną podaż papierów koncernu telekomunikacyjnego BT Group, który opublikował gorsze od spodziewanych wyniki. W jego ślady poszedł inny potentat z branży - Vodafone. Jasnym punktem był natomiast bank Barclays, który przedstawił satysfakcjonujący - zdaniem analityków - raport kwartalny. W Paryżu liderem spadków był koncern samochodowy Renault, który otrzymał gorsze rekomendacje od banków inwestycyjnych. Indeks CAC-40 spadł o 0,43%. W Niemczech ostatnie straty odrabiały akcje instytucji finansowych, takich jak Deutsche Bank, Allianz czy Munich Re. Raport mówiący o spadku sprzedaży samochodów w Europie Zachodniej w styczniu spowodował jednak wyraźną przecenę walorów koncernów motoryzacyjnych, takich jak Volkswagen i DaimlerChrysler. Do godz. 18.00 główny frankfurcki wskaźnik - DAX - stracił 0,45%.