"niezasłużone". Są i to w pełni. Ale tak głęboka przecena w krótkim terminie
musi mieć dla jej trwałości jakieś ... nazwijmy to - podstawy. Łakomy kąsek
jakim jest zbliżająca się wojna i przewartościowanie firm nie wystarczy by
karmić niedźwiedzie 10 tygodni z rzędu. Nawet mający jeszcze większe powody
do wzrostu (odwrotna korelacja z reguły) inwestorzy na złocie stracili na
początku miesiąca zapał do kupna. ZLOTO.gif Waluta też się uspokoiła
EURODOLAR.gif Mimo to giełdowe indeksy dalej się osuwały, choć obrót był
coraz mniejszy, a pesymizm inwestorów i analityków (antywskaźnik) coraz
większy. Indeks nastroju obliczany przez Marka Hulberta (obliczany na
podstawie 160 biuletynów inwestycyjnych, w których analitycy dokonują zmiany
zalecanej alokacji w akcje w modelowych portfelach) spadł w połowie tygodnia
do poziomu najniższego od 3 lat. Z kolei tzw "wskaźnik strachu" VIX
przekroczył w czwartek poziom 40 pkt. Mimo to indeksy ciągle spadały, choć
wyraźnie przestaliśmy na to reagować (pamiętne czwartkowe ignorowanie USA na
koniec naszej sesji), tak samo jak niemiecki Dax. A indeksy w USA dalej
spadały. Wydaje się, że wyjaśnienie kryje się w analizie wpłat i wypłat z
funduszy inwestycyjnych. Jak informuje TrimTabs tylko przez pierwsze 3 dni
Amerykanie wycofali 5 mld dolarów. W całym zeszłym tygodniu suma ta
osiągnęła 5,8 mld. Przy tak niskim poziomie gotówki fundusze zmuszone są
sprzedawać akcje wedługobrocie. Gdy ruszyła lawina kupna dołączyli się zamykający krótkie pozycje i
mamy w końcu odreagowanie. Posesyjne czwartkowe notowania też pokazały byczą
siłę i choć tłumaczone dobrymi prognozami Dell"a, to nie miało to nic
wspólnego z ogólną euforią odreagowania. Tak samo piątkowe wystąpienie Blixa
zostało tak naprawdę kompletnie zignorowane, a po czwartkowym wyraźnym
sygnale przesilenia, rynki skończyły sesję dużym wzrostem, a do tego
zamknięcie mamy przy sesyjnych maksach (dodam, że po teoretycznie
rozczarowującym indeksie nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan).
Wszystko to najlepiej oddaje pełną ignorancję szerokiego rynku zarówno dla
wiadomości ze spółek, wypowiedzi Greenspana, Blixa, czy danych
makroekonomicznych. Teraz na rynku liczy się wyczucie jego nastroju i na
wszystkie napływające informacje trzeba patrzeć z pewnym dystansem. Jeśli
ktoś chce szukać na giełdzie logiki, to musi poczekać jeszcze parę tygodni.
Nie oznacza to wcale, że zachowania rynku nie można przewidzieć, czego
piątkowa sesja chyba najlepszym przykładem.
Tak przy okazji, to zastanawiałem się ostatnio, dlaczego inwestorzy tak boją
się w tej chwili terrorystów w USA. Zakładając (logicznie), że jak
najszybciej rozpoczęta wojna będzie dla rynków zbawieniem (nie takim jak jej
uniknięcie, nawet za cenę niepewności - choć to jedynie moja opinia i szansa
na realizację niewielka), to jakikolwiek atak terrorystyczny na terenie USA
rozpocząłby wojnę w ciągu 24 godzin. Oczywiście absolutnie nie mówię, że
ktokolwiek ucieszyłby się z takiego ataku. Warto jednak rozważyć scenariusz,
w którym USA zostają zaatakowane na przykład w najbliższych dniach.
Oczywiście tak samo jak nikomu nie przyszło do głowy zawalenie WTC, tak nie
wymyślę jakie krzywdy czekają jeszcze na ludzi na tym świecie. Jeśli jednak
szkody nie byłyby zbyt duże, to po chwilowej panice indeksy mogłyby wręcz
mocno wzrosnąć, bo taki atak byłby swoistą drugą rezolucją ONZ. Tak więc w
obecnej chwili moim zdaniem wszystkie alarmy antyterrorystyczne powinny być
przez rynki ignorowane, a ewentualny strach i spadki po aktach terroru
powinny być złagodzone, lub wręcz zamieniane na wzrosty, ze względu na
rozpoczęcie wojny z coraz większym poparciem wszystkich państw, nawet
Niemiec i Francji w takim wypadku nie wykluczając. Koniec gdybania ... Do
czasu rozpoczęcia wojny, terrorystów bym się nie bał. Z kolei po jej
rozpoczęciu, jeśli wojna będzie prowadzona tylko przez USA, to ... nawet nie
podejmuje się określać zasięgu spadku indeksów w dłuższym terminie. Dno
byłoby zbyt odległe by je zobaczyć.
Jeśli chodzi o inne katastroficzne wizje to mam nadzieję, że wszyscy
przeczytali w sobotnim "Parkiecie" wkładkę o rosnących stratach
amerykańskich funduszy emerytalnych. Przypomnę, że pisałem już o tym parę
miesięcy temu. Dalej jednak uważam, że skala problemu jest przez inwestorów
niedoceniana. Zresztą wypowiedź szefa Center for Financial Research&Analysis
chyba najlepiej to pokazuje - "Nawet nasi klienci, którzy są wytrawnymi
inwestorami, zupełnie tego nie rozumieją" Przypomnę, w wielkim skrócie, że
chodzi o konieczność dokapitalizowania firmowych funduszy emerytalnych,
które muszą osiągnąć określoną stopę zwrotu. Jeśli tego nie zrobią, firmy
muszą dopłacić. Ewentualne przekroczenie jej poziomu, tak jak to było w
latach 90-tych (hossa) powoduje dodatkowy zysk dla firmy. Zdecydowana
większość firm z S&P500 ma swoje programy emerytalne, a wartość
zgromadzonych tam środków często przekracza nawet wartość całej firmy. To
jeszcze nie problem. Problem, gdy fundusz zaczyna ponosić straty, a trudno
żeby było inaczej, gdy często prawie połowa środków większości funduszy
lokowana jest na rynku nego
kapitału na poziomie 9-10% !!! Biorąc pod uwagę podział kapitału na
obligacje i akcje, to można sobie samemu odpowiedzieć, że akcje muszą rosnąć
kilkanaście procent rocznie. Nawet konserwatywny Berkshire Hathaway zakładał
6,5%. Dlaczego ten problem jest cały czas gdzieś w cieniu innych bolączek
akcjonariuszy ? Po części odpowiada na to artykuł z sobotniego Parkietu, a
po części jest to wynikiem przepisów, które pozwalają (słusznie) spółkom
rozłożyć dokapitalizowanie funduszy na okres nawet powyżej 20 lat. Jednak
nawet płacenie tego w ratach już teraz zabiera parę centów zysku przy
każdych wynikach kwartalnych. Środki, które powinny być przeznaczone na
inwestycje muszą uzupełnić fundusz emerytalny. A kwoty te z każdym spadkiem
indeksów są coraz większe. Błędne koło. Kolejny argument, który ratuje
indeksy przed przeceną to myślenie a"la polskie OFE, co z uporem maniaka
praktykuje CNBC. Otóż rzekome dopłaty do funduszy oznaczają oczywiście
zwiększenie środków na zakup akcji. U nas ten efekt można zrozumieć, ale w
momencie gdy środki te wpłacane są przez firmy (obniżając ich zyski), to
powinno przecież obniżać ich wycenę, a nie podwyższać. Mały paradoks prawda
? Jest jeszcze jeden niedoceniany argument niedźwiedzi. Tak samo jak
kapitulują zwykli inwestorzy, tak samo w pewnym momencie amerykańskie
fundusze przestaną wierzyć w "niemożliwy czwarty rok bessy" i nie chcąc
jeszcze mocniej zwiększać emerytalnych zobowiązań zaczną po prostu
zmniejszać alokację środków na rynku akcji. Choć stopy procentowe nie
zapewniają godziwego zysku na innych rynkach, to przynajmniej takie
inwestycje nie przynoszą strat. Kapitulacja z tej strony, połączona z
wymuszoną (niski udział gotówki, ogromna ilość akcji) sprzedażą funduszy
inwestycyjnych w skutek paniki drobnych inwestorów ... wyznaczy zapewne
dołek bessy. Na to jednak (niestety) jeszcze trochę poczekamy.
Już dobrze. Wracam z chmur na ziemię do spraw bieżących. Tutaj nie jest
znowu aż tak tragicznie. Wspomniałem już o czwartkowym odwrocie, który był
zwieńczeniem mocnego pesymizmu i pozytywnych dywergencji na wskaźnikach.
Wszystko to pozwala nieco optymistyczniej spojrzeć na rynek, nawet na parę
tygodni. Ciarki przechodzą po plecach gdy muszę napisać coś takiego i tym
razem nie ze względu na długoterminowe niedźwiedzie prognozy, ale ze względu
na zawirowania w gospodarce, polityce i na giełdach. Nie piszę, by
ewentualnie usprawiedliwiać złą prognozę, ale by pokazać, że czasami można
być spadku/wzrostu pewnym, a czasami niezależnie od tego jak dokładnie i
słusznie przeanalizujemy rynek, nutka niepewności urasta do całej symfonii.
Teraz z akcjami na 2 tygodnie bym nie wyjechał. Jednak trzymając rękę na
pulsie odważyłbym się na koniec tygodnia na kupno. Zobaczmy, czy są dalej ku
temu podstawy, czy też możliwość wzrostów już wyczerpana.
Zacznijmy od tego, że w poniedziałek w Stanach jest święto i sesji w USA nie
będzie. Ze względu na bardzo dobre piątkowe zamknięcie dla nas to pozytywna
wiadomość. W następne dni nie ma żadnych wydarzeń rangi wystąpienia Blixa,
czy Greenspana, a dane makro zaczynają się dopiero od środy. Nie są aż tak
istotne, zresztą w pierwszych akapitach pisałem już, że teraz dla rynku
najważniejszy jest nastrój danego dnia, a nie napływające często sprzeczne
informacje. Poprawę nastroju i najlepiej widać na wykresach, gdzie choć
trend spadkowy nie podlega dyskusji, to przebicie linii trendu powinno
sygnalizować dłuższy odpoczynek do spadków. Dow.gif Nasdaq.gif SP500.gif
Zresztą gdyby nie było odreagowania już w końcówce czwartkowej sesji, to
nawet zasięg formacji głowy i ramion były już spełniony Dow_rgr.gif
SP500_rgr.gif Jedynie wyłamał się mocnie tylko
ROPA.gif , która atakuje szczyt sprzed ponad 2 lat. Wyżej są już tylko
poziomy osiągnięte w czasie wojny w Zatoce. Tyle tylko, że ropa akurat
najmniej w tym całym zgiełku wyraża "nastroje". Wzrost cen ropy w całym tym
towarzystwie jest najbardziej uzasadniony, począwszy od zagrożenia
przyszłych dostaw (niezależnie czy z powodu terrorystów, palenia szybów, czy
sprzeciwu świata arabskiego przeciwko wojnie), a na efektach strajku
Wenezueli skończywszy - zapasy ropy obliczane przez amerykański Departament
Energii w USA spadły do poziomu najniższego od 1975 r. Zobaczymy co powie na
to zbierający się we wtorek OPEC. Ciekawie też wygląda wykres CRB.gif
Ostatnia szansa na uniknięcie powrotu zagrożenia inflacją ? CRB_2.gif O
Greenspanie, czy danych makro nawet nie wspominam, bo rewelacji żadnych nie
było, a wpływ na rynki umiarkowany.
Przejdźmy do rynku polskiego. Tutaj optymizm zacząłem wlewać w serca
czytelników już w zeszłej Weekendowej. "Tak jak wtedy pisałem, rozpoczęliśmy
wzrosty". To oczywiście szydercza samokrytyka, bo wzrost do zeszłego piątku
to tylko 1 pkt ;-) Jedynie zeszły poniedziałek był wyskokiem +20 pkt. a
później po spadkach weszliśmy w konsolidację rzeźbiąc podstawę do jakiegoś
odreagowania. Dno zrobiliśmy na 1073 pkt. i poziom ten znów wydaje się
nieprzypadkowy. Wielokrotnie pisałem już o analogi do giełdowego szczytu,
który uformował formację rozszerzającego się trójkąta. Wykres1.gif Wydaje
się, że obecne zachowanie rynku jest wierną kopią odwracania trendu, choć
absolutnie nie liczę na wzrosty w tej skali, co następujące po grudniowym
szczycie spadki. W bessie można jedynie pokusić się o określenie przerw w
bessie, a nie zasięgów wzrostów. Będzie hossa (jak dożyje), zmienimy
podejście. Możliwość ewentualnego większego odreagowania chyba najlepiej
pokaże test luk bessy. Ostatni atak zakończył się porażką i bolesną
wyprzedażą. Teraz powinny nieco pomagać rynki zachodnie, ale czy sytuacja
znów nie zmieni się w poniedziałek po ponownym nieudanym teście ? To nie
byłby jeszcze dramat. Można bowiem wyobrazić sobie, że poniedziałkowy
(ponownie) nieudany test luki bessy doprowadza do spadku, który uformowałby
prawe ramie odwróconej RGR. Kontrakty.gif Wersja nieco bardziej
optymistyczna, to zamknięcie luki bessy już z marszu na początku tygodnia.
Biorąc pod uwagę zasięg wybicia górą na Indeks.gif taki scenariusz nie
wydaje się nierealny. Skąd w ogóle ten optymizm ? Sam się zastanawiam ;-)
Jednak Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif pomimo ciągle obowiązującego
podwójnego szczytu i faworyzowanej przeze mnie pod koniec roku formacji RGR,
zbudowały już ładną konsolidację i takie zebranie sił w mojej ocenie rynku
wystarczy do zamknięcia luki bessy w najbliższych dwóch tygodniach. Nawet na
punkt więcej wzrostu w tej chwili bym nie liczył. Dopiero gdy zobaczymy jak
rynek zachowa się w pobliżu luk bessy (a może w ogóle nie dojdzie tam ? :-),
będzie można ocenić, czy jest szansa na zbliżenie się do nieprzekraczalnych
górnych ograniczeń wielomiesięcznego trójkąta WIG20.gif WIG.gif Ewentualny
atak na górne ograniczenie wiadomo do czego trzeba wykorzystać ...
Wskaźniki też pozwalają teraz na optymizm. Pozytywne dywergencje
Stochastic.gif Ultimate.gif Price_ROC.gif CCI.gif , czy też wręcz sygnały
kupna jak na MACD.gif Zawraca już Trix.gif choć szkoda, że nie ze strefy
wyprzedania, RSI.gif też pozytywnie. Warto też spojrzeć na zniesienia
ostatniej fali spadkowej. Widać wyraźnie, że do poziomu 1145 pkt. mamy
jedynie skromną korektę trendu spadkowego. Zniesienia.gif Nawet pomimo
zamknięcia luk bessy strachu niedźwiedzi nie musi to wywoływać. Tak więc
dalej gra na wzrosty jest tylko nagannym łapa ten
wie, że wyniki to tylko jedna sesja nerwowej reakcji. Później za ustawianie
kursów ponownie zabierają się fundusze i jak tylko kończy się podawanie
wyników najważniejszych spółek, natychmiast następuje odreagowanie. Kwestia
przyszłej koniunktury jest tutaj drugorzędna. Dla funduszy liczy się
zagrożenie które minęło i fakt, że teraz już nie ma im kto i co przecenić
akcji. Pokazywałem już wykres cyklicznych wyskoków, w których okres teraz
wchodzimy Cykliczny_Spike.gif Na ten tydzień wyniki poda w poniedziałek mój
tegoroczny antyfaworyt Agora.gif i w czwartek zasłużenie nie poddający się
bessie WBK.gif Co do reszty spółek to ... TPS.gif walczy na poziomie
grudniowego dołka. Czekamy na jednostkowe wyniki na początku marca. PEO.gif
znalazło dno i po wynikach powinno odbijać, bo teraz już nie ma czym
rozczarować (sic!) - chodzi o fakt zaniechania prognoz przez zarząd. PKN.gif
pokonał opór, ale przydałoby się potwierdzenie tego obrotem. O powrót do
konsolidacji walczy też KGHM.gif Powinno się udać.
Jeśli miałbym mieć czyste sumienie na dwa tygodnie, to polecałbym odpoczynek
od giełdy. Jeśli nie jestem w stanie do tego przekonać, to na pewno w tym
roku wielu przekonał już mocno rozchwiany, zmienny i momentami nielogiczny
rynek. Jednak jeśli ktoś pyta o moje oczekiwania (nie zalecenia) na ten
tydzień, to oczekiwałbym przynajmniej ataku na lukę bessy i nie wykluczam,
że uda się ją zamknąć. Na dzisiaj jednak wszystko powyżej 1145 pkt.
uważałbym za niebezpieczne. Przypomnę, że to zniesienie 38,2% fali
spadkowej. Jeśli luka padnie to dojdziemy tam zapewne samymi stopami. Dalej
to już trzeba reagować na zachowanie rynku kasowego i dzisiaj nierozsądnie
byłoby stawianie prognozy. Oczywiście najlepiej, gdyby wzrost odbył się na
sporym obrocie, ale obraz rynku wypacza poniedziałkowe święto w USA. Nie
dość że poniedziałek będzie mizerny, to z reguły przenosi się to też na
kolejny dzień. To ułatwi funduszom rozgrywanie swojego scenariusza, a tutaj
właśnie liczę na odreagowanie. Z drugiej jednak strony, niskie obroty mocno
utrudnią ocenę rynku. Kto jednak powiedział, że wszystko jest takie proste ?
Liczę więc na kontynuację odreagowania i miejmy nadzieję, że nie
ograniczonego tylko do poniedziałku. Określić jego zasięgu z góry nie można,
a trzeba z dnia na dzień reagować na sytuację na rynku. Teraz wydaje się
optymistyczna, ale na jak długo inwestorzy zapomną o dominującej bessie,
przewartościowaniu spółek i zbliżającej się ryzykownej wojnie ? Tego zgadnąć
nie można, tak samo jak nie wiadomo czy w tym tygodniu odłożenie wojny o
kilka tygodni odebrane będzie tak jak w piątek pozytywnie, czy tak jak
ostatnie tygodnie wręcz fatalnie. Najlepsze chyba na tym etapie jest
stanowisko takie, że nie cieszymy się ze wzrostów dających możliwość zarobku
na długich, ale cieszymy się ze wzrostów pozwalających wyżej wziąć krótkie.
[email protected]