"Grudzień był bardzo złym miesiącem pod względem zamówień w przemyśle, a produkcja przemysłowa w Niemczech odnotowała najdotkliwszy spadek od kilku lat. Nie wiadomo, czy - tak jak do tej pory - popyt na polskie produkty na innych rynkach zrównoważy słabnące zapotrzebowanie w Niemczech" - powiedział Mróz.
W styczniu odnotowano też, zdaniem Mroza, pogorszenie się nastrojów konsumentów, gdyż, pomimo iż lepiej oceniają oni sytuację na rynku pracy, źle postrzegają poziom płac, czyli stronę dochodową gospodarstw domowych. Płace nie rosną z powodu niskiej presji na ich wzrost na wciąż trudnym rynku pracy. A to może się np. przełożyć na mniejsze zainteresowanie zakupem dóbr trwałego użytku.
"Pole do dalszej poprawy wydaje się więc na razie ograniczone" - dodał. "Ożywienie będzie, ale stabilne. Symptomy optymizmu są bowiem bardzo nieśmiałe".
Łukasz Tarnawa, ekonomista banku PKO BP, obawia się natomiast, że polska gospodarka nie odczuła jeszcze pogorszenia się sytuacji gospodarczej w Niemczech w połowie zeszłego roku, a co dopiero pogorszenia z "ostatnich dni". Polskim eksporterom grozi więc "efekt wtórny".
"Obawiam się, że prędzej czy później możemy mieć negatywny, wtórny efekt spowolnienia gospodarki niemieckiej, które zaczęło się w miesiącach letnich 2002 roku. A zazwyczaj opóźnienie w reakcji dla eksportu to dwa, trzy kwartały, na tyle opiewają bowiem często kontrakty na dostawy" - powiedział Tarnawa.
Tempo wzrostu polskiej produkcji spadnie więc zdaniem Tarnawy w połowie roku do ok. 2% w ujęciu rocznym.