"Ze wzrostem gospodarczym na poziomie 2% i z 20-procentowym bezrobociem, nawet jeżeli spełnimy wszystkie kryteria, to i tak nie zostaniemy zaproszeni do strefy euro. Nie ma przymusu włączenia jakiegoś kraju, jeśli się uzna, że kryteria nie są spełnione w sposób trwały i stabilny" - powiedział Belka, obecnie doradca ds. inwestycji w Europie Środkowej i Wschodniej w banku inwestycyjnym JP Morgan.
Belka nie wierzy, że Polsce uda się spełnić nominalne kryteria konwergencji w 2005 roku tak, aby przyjąć euro w 2007 roku, co zakłada wspólna strategia Narodowego Banku Polskiego (NBP) i Ministerstwa Finansów.
Najważniejszym celem powinno być przywrócenie wysokiego wzrostu gospodarczego, a duszenie deficytu budżetowego za wszelką cenę może, zdaniem Belki, to uniemożliwić.
Obecnie Polska nie spełnia kryterium dotyczącego wielkości deficytu budżetowego. W strefie euro nie może on przekraczać 3,0% PKB, w Polsce w 2003 roku ma wynieść 4,9% PKB.
"Powinniśmy się spieszyć do eurolandu, ale nie za wszelką cenę. Jeżeli najpierw nie przywrócimy tempa wzrostu rzędu 5%, to nie spełnimy tych kryteriów w sposób stabilny" - zaznaczył.