- Spodziewam się, że produkcję będzie dalej napędzać silny eksport, który pozostanie głównym motorem ożywienia w gospodarce - twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego. Jej zdaniem, produkcja zwiększyła się w styczniu o 3,1% w skali rocznej, po wzroście o 5,1% w grudniu.
Grudniowe dane negatywnie zaskoczyły ekonomistów, którzy spodziewali się dwukrotnie wyższej dynamiki, m.in. z powodu większej liczby dni roboczych. Wielu z nich określiła je jako "rozczarowujące". Być może dlatego styczniowe prognozy są znacznie ostrożniejsze. Na wyniki roczne tym razem nie powinna mieć natomiast wpływu liczba dni roboczych (tegoroczny styczeń miał tyle samo dni roboczych co w 2002 r.)
- Ważny jest też czynnik sezonowości. W styczniu produkcja z reguły jest trochę słabsza - mówi K. Zajdel-Kurowska. - Myślę jednak, że produkcja skorygowana o czynniki sezonowe powinna zwiększyć się w stopniu zbliżonym do poprzedniego miesiąca - dodaje. W grudniu wzrost ten wyniósł 3,2% rok do roku, ale był o połowę mniejszy niż w listopadzie.
- Nie uważam, aby te dane były niepokojące. W czwartym kwartale średni wzrost produkcji po wyeliminowaniu czynników sezonowych wyniósł 4,3%. To znacznie lepiej niż w trzecim kwartale - twierdzi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Jego zdaniem, jeżeli sprawdzą się styczniowe prognozy analityków, to będzie to świadczyć o kontynuacji dotychczasowego, stopniowego ożywienia w gospodarce. BZ WBK szacuje, że bez uwzględniania czynnika sezonowości, produkcja wzrosła w zeszłym miesiącu o 3,9% w skali rocznej.
- Nie uważam, aby był to kiepski wynik, zwłaszcza że nie oczekiwaliśmy dynamicznego przyspieszenia - mówi P. Bielski. - Poza tym, dane dotyczące produkcji podlegają wahaniom z miesiąca na miesiąc, i tym nie należy się przejmować. Ważne są wyniki kwartale, a one nie są złe - dodaje.