- Minister Kołodko jest pewnie bardzo zadowolony z wyników przetargu. Pokazał rynkowi, po jakiej cenie ma kupować obligacje - mówi Jarosław Dyrała, chief dealer rynku obligacji w Deutsche Banku.

Na ubiegłotygodniowej aukcji MF nie sprzedało ani jednej obligacji 20-letniej z puli o wartości 1 mld zł. Nie usatysfakcjonowały go zaproponowane przez inwestorów ceny. Aby tym razem osiągnąć wyższe ceny, resort finansów zaoferował papiery pięcioletnie o wartości 2 mld zł, choć analitycy zgodnie stwierdzili, że popyt inwestorów będzie znacznie większy. W rezultacie wszystkie papiery zostały sprzedane. Średnia dochodowość wyniosła 5,42%. Dla porównania, na poprzedniej aukcji pięciolatek, w styczniu, rentowność była równa 5,56%. Popyt na pięciolatki wyniósł wczoraj 5,22 mld zł.

- Przed aukcją na rynku pojawił się silny popyt, głównie ze strony kilku banków. Podchwycili to inni gracze, zwłaszcza z Niemiec - twierdzi Adam Kaszyński, dealer obligacji z Kredyt Banku. - Spowodowało to wzrost cen i spadek rentowności papierów pięcioletnich nawet poniżej 5,4%. Jednak po aukcji ten balonik pękł i zaczęła się wyprzedaż. Dochodowość wzrosła nawet do 5,5% - dodaje.

Jego zdaniem, przetargu nie można uznać za sukces MF. - Obawiam się, że resort może mieć problem ze sprzedaniem dodatkowej oferty, bo na rynku papiery są teraz tańsze - mówi A. Kaszyński. MF zaoferuje w środę obligacje o wartości 400 mln zł, po cenie 1014,31 zł, odpowiadającej średniej rentowności z wczorajszego przetargu.

- Skoro tak dobrze poszło ministrowi z obligacjami, może nauczy teraz rynek, po jakiej cenie należy kupować złotego - stwierdził J. Dyrała. Resort planuje jeszcze w tym kwartale rozpocząć zakupy walut obcych na rynku. Nie wiadomo jednak, kiedy i w jaki sposób zamierza to robić. Spekulacje dotyczące tych "interwencji" wywołały już spore zamieszanie na rynku, powodując silne wahania złotego.